Dla wielu z nas to egzotyczna i niewiele mówiąca nazwa, ale kryje się pod nią jedna z doskonale znanych automobilistom prestiżowych imprez – Milla Miglia. Na zasadzie umowy licencyjnej wyścig pojazdów zabytkowych rozgrywany jest nie tylko we Włoszech, ale również w Japonii i od 28 lat w Argentynie. Po raz pierwszy w historii uczestnikami tej imprezy byli również Polacy.

Przygoda panów Mariana Stocha i Alberta Szwaja rozpoczęła się znacznie wcześniej nim w listopadzie ubiegłego roku przed maską Astona 15/98 Martina z 1937 r. załopotała flaga startowa. Najpierw był pomysł, inspirowany zarówno samą chęcią udziału imprezie, jak i przypadku pana Mariana argentyńską nostalgią. Ponad 30 lat temu właśnie tam zapisał kilka stron swojego życiorysu, a jak wiadomo chętnie wraca się do zapamiętanych miejsc. Potem zgłoszenie i żmudne opracowanie logistyki przedsięwzięcia. Potrzebne dokumenty, przygotowanie i transport samochodu, dojazd na miejsce… no i debiutancka trema.

1000 Millas Sport, tak jak i sławetny włoski odpowiednik, nie jest przecież zwykłą automobilową przejażdżką. Do Argentyny od lat przyjeżdża blisko 200 załóg, które podejmują ostrą rywalizację. Jedne walczą o punkty w eliminacjach do mistrzowskiego tytułu w jeździe na regularność, inne o utrzymanie lub poprawę wyniku z poprzedniego roku, a jeszcze inne toczą bój o samodoskonalenie, traktując każdą z edycji jako kolejną lekcję pokory.

Kiedy zapytałem, która z tych wersji pasowała do ich załogi, odpowiedzieli, że żadna. Dla nich 1000 Millas miało być rodzajem rekonesansu i możliwością przeżycia wspaniałej przygody. Nie bardzo się z tym zgadzam, ponieważ wiem, że tak mówi większość zawodników przed każdym rajdem. Ale niech tylko auto ustawi się na linii startu! Wraz z „podkręcaniem silnika” i wychyleniem się strzałki na wskaźniku ciśnienia oleju, rośnie poziom adrenaliny. Ot, taka rajdowa integracja człowieka z maszyną!

Wyprzedzając fakty wspomnę, że „przygoda” polskiej załogi zakończyła się 111. miejscem w klasyfikacji generalnej w stawce 120 załóg, które ukończyły rajd i ósmym w kategorii D – aut wyprodukowanych między 1 stycznia 1931 r. a 31 grudnia 1945. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że większość zawodników to „starzy wyjadacze” argentyńskiej Mille Miglia, znający specyfikę rajdu, odcinki pomiarowe oraz niemal każdy zakręt, to sukces debiutantów tym bardziej powinien cieszyć.

Jakie jest 1000 Millas Sport?

To rajd na regularność, w którym uczestniczą podzielone na 7 kategorii samochody zabytkowe o wyraźnie sportowym charakterze. Rajd trwa 3 dni i składa się z trzech oddzielnych pętli o różnej długości po drogach Patagonii, z każdorazowym powrotem do bazy czyli miejscowości Bariloche i luksusowego hotelu Llao Llao. Trasa ostatniej edycji 1000 Millas Sport liczyła nieco ponad 1300 km. Pierwszego dnia zawodnicy przejeżdżali 497 km, drugiego – 449, a ostatniego – 358. Dystans należało pokonać w określonym czasie, czyli kolejno: 10 godz. 56 min., 11 godz. 3 min. i 8 godz. 3 min. To ustalona forma jazdy na regularność według zasad FIVA, gdzie poza nielicznymi wyjątkami przeciętna nie przekracza 50 km/h.

Każdy etap oznaczony czarnymi punktami (odpowiednik dojazdówki) zawierał minimum 7 odcinków specjalnych (pomiarowych), różnej długości, od 100 lub kilkuset metrów do nawet ponad 50 km, z osobno wyznaczonym limitem czasowym. To doskonale oznaczone w itinererze tzw. żółte punkty. W ciągu jednego dnia mogło ich być nawet do 40, następujących bardzo często bezpośrednio po sobie. Zjazd z jednego automatycznie był startem do kolejnego, a jednosekundowe odstępstwa od skalkulowanego czasu przejazdu kończyły się „taryfą” i 100 punktami karnymi.

Więcej – AUTOMOBILISTA 5/206 (193)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *