„Patrzcie! To nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo!” – ten cytat z Barejowskiego „Misia” najlepiej ilustruje tło towarzyszące bohaterowi naszej opowieści. Zrodzony na podwalinach propagandy sukcesu, mógł otwierać oczy niedowiarkom. Wyglądem niewiele odstawał od BMW E9 CSL, a oficjalne dane techniczne mogły wywoływać wypieki na twarzy. Dziś, po 40 latach Fiat GTJ nadal wywołuje wielkie emocje, tym razem dzięki inicjatywie Łukasza Waisa, który postanowił przywrócić jego legendę.

FIAT GTJ

Czy sport samochodowy można upolitycznić? W kraju z centralnie sterowaną gospodarką planową było to niemal konieczne, a gospodarcze realia PRL zakładały, że większość instytucji finansowanych było przez skarb państwa. Zatem ulokowany w strukturach organizacyjnych FSO Ośrodek Badawczo Rozwojowy Samochodów Osobowych (OBR SO) większość swoich działań musiał (lub przynajmniej powinien) konsultować z władzami zwierzchnimi. Sformułowanie „powinien” w tym przypadku oznacza, że realizowany przez FSO program promocji za pomocą sportu samochodowego miał więcej szczęścia niż inne polskie projekty.

Różnica ta wynikała w dużej mierze z osobistej pasji i zaangażowania w motosport Andrzeja Jaroszewicza, syna ówczesnego premiera. Dzięki jego wytrwałości i staraniom, przy OBR SO powstał, wzorem Fiata, specjalny Dział Sportu, którego zadaniem była budowa wersji wyczynowych aut oraz opracowanie kompleksowego programu sportowego. W ten sposób produkowane w FSO auta otrzymywałyby potężne wsparcie marketingowe.

Sukcesy PF125p na odcinkach specjalnych sprawiły, że w połowie lat 70. Dział Sportu OBR SO skierował swoje zainteresowanie również ku wyścigom. Nieprzypadkowo zbiegło się to z rozpoczęciem budowy pierwszych w PRL torów wyścigowych w Miedzianej Górze i Poznaniu. Nowy, „wyścigowy” projekt OBR SO wymagał jednak funduszy, a ich pozyskiwanie, mimo politycznych preferencji, stawało się coraz trudniejsze z dwóch powodów. Pierwszym był napięty i realizowany już program rajdowy, a drugim zapowiedź zastąpienia PF125 Polonezami, co czyniło inwestowanie w nie irracjonalnym.

Gdy wydawało się, że pomysł stworzenia wyścigowego Fiata spali na panewce, ekipa OBR SO postanowiła uciec się do fortelu wykorzystującego podatność władz PRL na polityczną propagandę. Podczas odbywającego się w Warszawie 8-12 grudnia 1975 r. VII Zjazdu PZPR, jako przykład rodzimej kreatywności technicznej zaprezentowano prototyp wyścigowej wersji Fiata 125p.

Nowy samochód nazwano GTJ. Jego wygląd nie pozostawiał wątpliwości, że jest to auto przeznaczone na tor. Biało-czerwonego, obniżonego Fiata wyposażono w efektowne poszerzenia wszystkich błotników i spojlery. Przedni – jak w rasowej wyścigówce – zastępował zderzak, a tylny kształcie wielkiego skrzydła zamocowano na pokrywie bagażnika. Wszystkie te elementy, jak również pokrywa silnika z dużym chwytem powietrza i pokrywa bagażnika, wykonane były z kompozytów opartych o włókno szklane i żywice epoksydowe. Dopełnieniem wyścigowego sznytu były sportowe koła z felgami Cromodore CD80 (jak w OBR-oskich Fiatach 124 spider CSA). Na nadwoziu pozostawiono chromowane listwy i inne elementy dekoracyjne, a we wnętrzu, oprócz szczątkowej klatki bezpieczeństwa, znalazło się miejsce tylko dla dwóch foteli i seryjnych elementów tapicerskich. Oczywistym atrybutem wielkiego sportu były też rasowa, sportowa kierownica i dominujący na tablicy przyrządów obrotomierz.

Więcej – AUTOMOBILISTA 12/2016 (200)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *