Szerokie, PGR-owskie pola i Tarpan? Nic nowego. Ale Tarpan na londyńskiej ulicy? To z całą pewnością duże zaskoczenie. Jak dotarł na Wyspy Brytyjskie?

Rok 1979 i leżące u ujścia Tamizy miasteczko Sheerness. Wyspa Sheppey, nazywana przez autochtonów wyspą skazańców. Taka mała Australia, z jednym wtedy i do tego podnoszonym mostem kolumnowym. Po latach, w miejscu dawnych doków, gdzie budowano okręty wojenne dla British Navy, na północnym krańcu wyspy powstał jeden z największych portów u ujścia Tamizy wyspecjalizowany w przeładunku samochodów.

Tak naprawdę największy w Anglii, gdzie przypływały wszystkie importowane auta, wtedy głównie z Japonii. Tarpany docierały do Albionu na mniejszych jednostkach. W czasie, o którym mowa, na parkingu składu celnego było ich ok. 80. Jeden w wersji kombi służył jako samochód ekipie serwisowej z poznańskiego FSR-u. Czterech panów o różnych specjalnościach, ich zadaniem w Anglii była przedsprzedażna obsługa samochodów, które miały trafić do klientów.

Tu wyjaśnienie. Polskie Tarpany nie miały homologacji na rynek angielski i mogły być sprzedawane tylko na zasadzie reeksportu. W praktyce oznaczało to, że mogły trafiać do Afryki, Azji czy Australii, dawniejszych angielskich terytoriów zamorskich. I jeszcze jedna uwaga! Dostarczane do Anglii miały tzw. katolicką kierownicę (LHD) słusznie umieszczoną po lewej stronie. To dość ważna rzecz, która będzie miała znaczenie w dalszej części tej opowieści.

Załoga z FSR na co dzień pracowała wraz z ok. 40 innymi Polakami w hali obsługi przedsprzedażnej stanowiącej cześć angielskiego terytorium Mazdy. Polskie Fiaty 125p i Tarpany importowane były i sprzedawane przez tę samą angielską firmę – stąd ten mariaż.

W praktyce Poznaniacy prawie przez cały czas przygotowywali Polskie Fiaty 125p, z nielicznymi wyjątkami, kiedy rolę odwracały się i znajdował się chętny do zakupu Tarpana. Wszystkie rączki dopieszczały wtedy auta z Antoninka.

Pamiętam moment, kiedy w hali pojawił się najpierw umyty, odkurzony z portowego kurzu i przy wielu trudach technicznie wypielęgnowany pomarańczowy Tarpan pick-up, a wkrótce po nim egzotyczna, ubrana w regionalne stroje grupa zainteresowanych nim potencjalnych klientów przybyłych z Czarnego Lądu. Stadność kontrahentów wynikała z plemiennych obyczajów, ponieważ pozostawienie części pobratymców w kraju mogło czasem przesądzić o możliwości powrotu do domu.

Więcej – AUTOMOBILISTA 10/2016 (198)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *