Tylko nie zapomnij proszę oddzwonić, ten pan telefonował już dwa razy – powiedziała koleżanka. Sprawa wydawała się nudna. Klient zaproponował sprzedaż fabrycznie nowego motorydwanu i dodatkowo wspomniał, że powinienem się z tej propozycji ucieszyć.

Kupić czy nie kupić?

Jedyne, co przyszło mi do głowy, to że ściągnął do kraju chińszczyznę i szuka kogoś, kto jego szaleństwo zrozumie, zarazi się nim i zechce kontynuować. Nawet niespecjalnie się śpieszyłem z oddzwanianiem.

Rozmówcą okazał się kierownik działu jednej ze spółdzielni we wschodniej części Polski. Samo to, że przedstawił się wymieniając swoją funkcję w spółdzielni, wydało mi się nieco dziwne i oficjalne, gdyż w naszej branży najczęściej rozmawiamy ze sobą po imieniu bez zbędnej tytulatury.

Nie żaden chiński motorydwan, tylko MOTORYDWAN marki DEZAMET – wyjaśnił na wstępie. Mamy taki w spółdzielni – powiedział, a ja zrozumiałem, że nie mam do czynienia z prywatnym sympatykiem motoryzacji, lecz z przedstawicielem firmy, co wyjaśniło wcześniejszą oficjalną prezentację.

Nowy? – zapytałem. – Ależ oczywiście. Zakupiliśmy go w 1994. W zasadzie nikt już dzisiaj nie pamięta dlaczego. Nikt go nigdy nie używał. Nówka! – podkreślił – Rok produkcji 93. Pierwsza rejestracja w maju następnego roku. 22 lata minęły, gdy przypadkiem natknęliśmy się na niego porządkując magazyn. Na oponach ma jeszcze cycki – w ogóle nie jeździł. Zdecydowaliśmy się sprawdzić, czy jest sprawny. Po wlaniu mieszanki silnik od razu zapalił. Skrzynia działa bez zarzutu, pojazd jeździ i jest nawet zrywny, ale przejechaliśmy tylko kilkadziesiąt metrów, by tych cycków na oponach nie poobrywać. Stał w suchym i przewiewnym miejscu – lakier jak spod igły, nic nie jest zardzewiałe, cynki lśnią jak bombki na choince, buda nie popękana…

Jaka buda? – nie zrozumiałem, o co chodzi.

Kompozyt, nigdzie nie popękany. Nawet kolor nie wyblakł, bo w magazynie ciemno było. Taki mały pojazd, ale wygląda, że pakowny. Zamki działają, kluczyki są, a dookoła oblepiony nalepkami MOTORYDWAN. Jest Pan zainteresowany zakupem? Pomyślałem o Panu, bo u Pana to ten sprzęt na pewno się nie zmarnuje.

Pewnie, ma rację, bo jeśli kupię, to będzie stał bezużytecznie – pomyślałem przypomniawszy sobie, że miałem już raz, kiedyś, przed laty MOTORYDWAN. Ci z Was Drodzy Czytelnicy, którzy oglądają na stronie www.OldtimerbazaR.pl filmy o motocyklach, nagrywane z reporterami TVP z redakcji magazynu „AutoZwiad”, pewnie sobie przypomną, jak niezbyt górnolotnie pokpiwam sobie opowiadając o MOTORYDWANIE z wątpliwej stateczności pojazdu podczas pokonywania zakrętów i małej mocy silnika klasy 50 ccm, dyskwalifikującej pojazd do celów transportu towarowego. Na III biegu jazda tym wehikułem nawet bez ładunku była katorgą dla kierowcy, ale nie tylko dla niego – także dla silnika. Gdy rozmówca zaproponował mi zakup, bez emocji podszedłem do tego pomysłu.

Doślę fotografie MOTORYDWANU – usłyszałem jeszcze jakby na zachętę w słuchawce – proszę podać adres e-mail…

Gdy przejrzałem otrzymane zdjęcia pojazdu byłem zaskoczony. Toż to rarytas – bezużyteczny, ale jednak rarytas. Drugiego tak zachowanego pojazdu trudno w Polsce szukać. Zaskoczony byłem nie tylko jego wzorowym stanem zachowania, który klasyfikować można na jedynkę według Classic Data, ale także jego karoserią. MOTORYDWAN, który miałem przed laty, był w wersji wyposażonej wyłącznie w platformę z niską burtą. Kierowca niczym nieosłonięty siedział przed nią. Teraz na zdjęciach zobaczyłem piękną, proporcjonalną linię nadwozia, która nawet współcześnie wygląda na nowoczesną. Kierowca pojazdu osłonięty jest z przodu szybą, z góry dachem, bagaż zaś spoczywać może zamknięty w laminatowej skrzyni z uchylnym wiekiem. Tylko raz widziałem taki pojazd w naturze – w muzeum z Zamku Topacz, a na zdjęciach i owszem, może dodatkowo ze dwa razy w życiu. [Drugi egzemplarz można obejrzeć w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie – przyp. red.] Zdecydowałem – kupuję!

 Więcej – czytaj w Automobiliście!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *