To nowe zjawisko wśród kolekcjonerów zabytkowych pojazdów – caravaning i to zarówno zabytkowym samochodem, jak i z przyczepą.

Od jakiegoś czasu pojawiają się na wystawach zestawy caravaningowe. To ciekawostka dla zwiedzających, ale dla posiadaczy samo pokazanie się to za mało. Trzeba takim zestawem jeszcze pojechać na prawdziwą wakacyjną wyprawę.

Chyba jednym z pierwszych był zestaw państwa Miłoszewskich złożony z Mercedesa 200 rocznik 1933 ze stylizowanym na Dziki Zachód wagonikiem własnej roboty, jakim podróżowali w latach 90. Samochód ten jadąc solo spalał lekko 15 l/ 100 km, a z przyczepką? Szkoda gadać – o wiele za dużo!

Czasy się zmieniają, caravaning ma dzisiaj mniej zwolenników, ale ciągle trzyma się dobrze. Kto jeździł z przyczepą kempingową, wie, że nie jest to zadanie dla każdego. Ograniczenia prędkości, jazda wymagająca stałej uwagi czy trudności w parkowaniu mogą zniechęcić do takiego spędzania czasu, ale są i plusy. Podstawową jest pełna niezależność, niższe koszty takich wakacji, coraz większa liczba kempingów przygotowanych w dobrym standardzie, a przede wszystkim możliwość spędzania czasu na zwykłej włóczędze. W „dekadzie gierkowskiej” to Polacy wśród tzw. Krajów Demokracji Ludowej najczęściej podróżowali z przyczepą nie tylko po Polsce, ale też do Bułgarii czy Rumunii.

 

Tramp był pierwszy…

Już od 1966 r. nasze wiodące zakłady Wytwórnia Wyrobów Precyzyjnych Niewiadów rozpoczęły produkcję prostych przyczep namiotowych Tramp. Przetrwało ich do dzisiaj kilka i są poszukiwane przez kolekcjonerów. Były nieduże i bardzo lekkie (ok. 180 kg, potem 200 kg), przez co mogły je holować samochody o niezbyt dużych mocach.

Tramp z Niewiadowa nie był jednak w Polsce pierwszy, gdyż Fabryka Samochodów Ciężarowych w Lublinie opracowała w 1957 r. przyczepę o nazwie Tramp, a potem Tramp II i nieco lżejszą Biedronkę. Już wtedy nieliczni posiadacze prywatnych samochodów mogli korzystać z podróży z przyczepami kempingowymi, a zakłady, po październikowej „odwilży”, próbowały zagospodarować moce przerobowe zwolnione od produkcji wojskowej.

Na tej fali Zakłady Metalowe ze Skarżyska Kamiennej rozpoczęły w 1967 r. produkcję dużej, czteroosobowej, świetnie wyposażonej przyczepy Malwa. Z racji swoich 580 kg posiadała standardowo hamulec najazdowy. Prawdopodobnie nie przetrwała żadna ze 173 przyczep.

W 1970 r. Niewiadów rozpoczął wytwarzanie przyczep ROMI, ale nie znam skali produkcji. Posiadały drewniano – laminatową konstrukcję i dzisiaj są niezwykle rzadko spotykane.

Więcej w Automobiliście!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *