W 1911 r. w Krakowie panowie Adam Bielecki oraz Jakób Rapaport wydali w języku polskim „Ustawę automobilową austryacką” wraz z obszernym komentarzem. Inicjatorem tego przedsięwzięcie oraz jego pierwszym recenzentem był, co autorzy mocno podkreślali, profesor prawa cywilnego UJ Fryderyk Zoll jr (dziadek profesora Andrzeja Zolla).

Nie była to pierwsza publikacja o tej tematyce wydana po polsku w zaborze austriackim. W 1908 r. wspomniany już Jakób Rapaport opublikował we Lwowie „Prawo automobilowe austryackie wraz z projektowaną ustawą”, a w 1909 ukazała się „Austryacka ustawa automobilowa” Hermana Schwarza. Jednak bez wątpienia publikacja krakowska zasługuje na szczególną uwagę. Takie edycje nie miały miejsca w zaborze pruskim, jak i w Królestwie Polskim, gdzie chyba z uwagi na niski poziom zawansowania technicznego nikt nie był specjalnie zainteresowany propagowaniem wśród ludności polskiej raczkujących jeszcze w tym zaborze przepisów ruchu drogowego.

 

Ustawa automobilowa austriacka nie jest kodeksem drogowym w dzisiejszym rozumieniu. Publikacja składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy prawnych interpretacji szeroko omówionych sytuacji drogowych i związanych z tym roszczeń oraz odpowiedzialności. Każdy z 15 paragrafów uzupełniony jest obszernym komentarzem szczegółowo omawiającym konkretne sytuacje. Szkody powodowane narastającym ruchem samochodowym w ówczesnej CK Monarchii Austro-Węgier, a raczej ich interpretacja prawna, musiały już wówczas przysparzać wymiarowi sprawiedliwości licznych problemów. Dla wielu przypadków nie było jeszcze orzeczeń sądowych. By przybliżyć te zagadnienia galicyjskim adwokatom w przystępnej i łatwo dostępnej dla nich formie, napisano ten bardzo przydatny przewodnik.

 

Jak to nazwać?!

Pierwszym problemem, na jaki natrafili autorzy, była trudna do ogarnięcia kwestia specjalistycznego nazewnictwa i terminologii. Dopiero za 2 lata miesięcznik „Lotnik i Automobilista” ogłosi konkurs na polską nazwę automobilu (zwycięży propozycja samojazd), a w 1919 r. ukaże się pierwszy słownik terminologii samochodowej autorstwa Stanisława Szydelskiego („Automobilista” nr 121). Nieliczne zamieszczone w obu publikacjach określenia wytrzymały próbę czasu. Co ciekawe, autorzy zawsze uzasadniali przyczynę przyjętego właśnie terminu. I tak: Użyto oznaczenia tego (automobil) w miejsce utartego już nawet wyrazu rodzinnego „samochód” z powodu, iż ten ostatni przedstawia znaczne trudności językowe w odmianie przymiotnikowej. (?) Użycie przymiotnika: samochodowy wydało się sprzeczne z duchem języka polskiego (!) a utworzenie formy przymiotnikowej: samochodny mogło w pewnych połączeniach słownych nastręczyć dwuznaczność.

Jak widać, meandry językowych przeobrażeń są nieprzewidywalne nawet dla lingwistów. Co ciekawe, w oficjalnym Dzienniku Urzędowym CK Monarchii „Dziennik ustaw państwa, królestw i krajów w Radzie państwa reprezentowanych” posługiwano się wyłącznie terminem samochód.

Inny przykład: Przetłumaczenie słowa Berieb na język polski (…) nie odpowiada mu ruch (!) jako pojęcie znacznie ciaśniejsze, wszak automobil nie musi być w ruchu, aby powstała szkoda (…) Jako taki wydał nam się najodpowiedniejszy wyraz „opęd”. Swoją drogą ciekawe, kto dziś nie dysponując tym opisem zrozumiałby znaczenie tego słowa.

Więcej o pierwszych odszkodowaniach komunikacyjnych – Tadeusz Jankowicz pisze w Automobiliście!ksiazka 1 copy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *