Kalosza (potoczna nazwa NSU 501T i 501 TS) miałem kilka razy w życiu. Nigdy nie przepuściłem okazji, by go kupić, a takie okazje zdarzają się obecnie coraz rzadziej. To pojazd, który zawsze mi się podobał. Zresztą nie tylko mi. Gdy kończyłem renowację, nabywca na niego znajdował się zawsze tak szybko, że nie zdążyłem nigdy wystarczająco się nim nacieszyć w codziennej lub turystycznej eksploatacji – mówi Paweł Kawałek

Ten motocykl w renowacji zawsze jest powtarzalny. Co mam na myśli?

  • Rama, zawsze jest w doskonałej kondycji. Mimo tego, że zamontowany jest w niej ciężki zespół napędowy, mimo tego, że obciążana jest przez dwie osoby, a nierzadko trzecią w wózku bocznym, mimo tego, że jednoślad eksploatowany był w czasach, gdy drogi były brukowe, klinkierowe lub gruntowe (jeśli w ogóle były), co wprowadzało pojazd w drgania, które powinny zmęczeniowo niszczyć konstrukcję – nic z tego. Ta podwójna, rurowa, zamknięta rama z natury nie ulega odkształceniom i uszkodzeniom.
  • Zawieszenie – zdarza się, że jest lekko skręcone lub wygięte, co w wiekowym jednośladzie nie powinno nikogo dziwić, niemniej widelec zawsze nadaje się po odtworzeniu jego prawidłowej geometrii do dalszej eksploatacji.
  • Gorzej jest z kołami, gdyż uszkodzenia felg skutecznie eliminowały je z dalszej eksploatacji i w większości pojazdów, które dotrwały do dzisiaj, zamiast felg fartuchowych montowanych do 1929 spotyka się felgi wytwarzane później z przeznaczeniem do nowocześniejszych drutówek.
  • Silnik – zawsze ma uszkodzoną pokrywę rozrusznika. To w skutek lekceważenia zasad zapalania silnika i – co tu dużo gadać – nieprawidłowości konstrukcji. Nawet kierowcy, który szanuje motocykl i swoją nogę – zwłaszcza staw kolanowy i skokowy – zdarzyło się zapomnieć lub nieskutecznie opóźnić zapłon przy zapalaniu. Przy dużej pojemności silnika, a mamy przecież pół litra, siła odbicia jest potężna. Potrafi uszkodzić staw kierowcy i rozbić na części obudowę. To dlatego tak często spotykacie kalosza z pospawaną osłoną.

Więcej w miesięczniku AUTOMOBILISTA 8/2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *