W 1970 r. Pontiac zbliżał się do punktu zwrotnego, a w takich okolicznościach wiele może się wydarzyć. Eklektyczna mikstura stylistów nie wzięła się znikąd.

Pontiac zwraca uwagę nie tylko tym, czym inne amerykańskie samochody. Jest duży i efektowny, ale nawet jak na zamorską „Chromowaną Nibylandię” nietypowy. Oglądając zdjęcia glinianych modeli budowanych przez lata w studiach stylistycznych Detroit, szybko dochodzimy do wniosku, że na rynek trafiały pomysły wielokrotnie przefiltrowane.

Ten najwidoczniej wyciekł bokiem. Nie był wypadkiem przy pracy. Raczej tematem drążonym przez projektantów od debiutu Oldsmobile’a Toronado w 30. rocznicę premiery Corda 810/812. Naśladował go detalami i ogólną czystością formy. Im bliżej końca lat 60. XX wieku, tym częściej szukano inspiracji w przeszłości.

Przykład dał Virgil Exner, który po opuszczeniu Chryslera z pasją tworzył nowe wersje znakomitych, ale znikających w mrokach przeszłości marek. Jego Bugatti i Duesenberg pozostały prototypami, ale Stutz doczekał się małoseryjnej produkcji rozpoczętej w 1968. Od 3 lat w Milwaukee wytwarzano już Excalibura naśladującego Mercedesa SSK.

Stare samochody budziły zainteresowanie jako źródło porównań z nowymi oraz lokata wspomnień i gotówki. Popularność wprowadzonej w 1956 serii „Models of Yesteryear” Matchboxa bazowała na podobnych sympatiach jak zakończona niedawno seria „Kultowych aut PRL-u” w Polsce.

Duże Pontiaki z 1970 były stylistycznym kontredansem. Miejscami zbliżały się do przeszłości na grubość żorżety, aby gdzie indziej daleko od niej odskoczyć. Najciekawszy jest przód Cataliny. Podzielony na pół wlot powietrza wprowadzony po raz pierwszy w 1959 utrwalił się w następnej dekadzie i został typowym motywem marki. Konsekwentnie rozwijany przyzwyczaił ludzi do tego, co z nagła pokazane w 1958 w Edselu wywołało szok. Gdy przyszła moda „retro”, okazał się nader użyteczny.

W 1970 przybrał „klasycyzującą” formę ujętą między dwie części zderzaka, wypróbowaną w Pontiacu Grand Prix z 1969. Sam zderzak jest prosty i równy z wyraźnie zaznaczonymi równoległymi krawędziami, górną i dolną. Przypomina nieco strojne zderzaki złożone z dwóch listew cenione w latach 20. i 30. Światła „stoją” osobno i dodano do nich okrągłe „celowniki”. Podobne występowały wówczas w autach brytyjskich, np. dużych Jaguarach. Były to zakorzenione w przedwojennej tradycji kratki osłaniające sygnał dźwiękowy.

Z boku i z tyłu Pontiac jest typowym „krążownikiem szos” końca lat 60. XX wieku. Aluzją do przeszłości są „tarczowe” kołpaki kół i tylne światła wzięte w staromodną pętlę i skromnie „zsunięte” ku środkowi nadwozia. Lampy dosunięte do krawędzi stosowane np. w Buicku LeSabre były wyrazem „szerokiego gestu” i nowoczesności.

Więcej o amerykańskiej legendzie w miesięczniku AUTOMOBILISTA 9/2017 (209)

Comments are closed.