Przyjmując encyklopedyczną definicję terminu Hot Hatch jako usportowionej wersji kompaktowego samochodu z nadwoziem typu hatchback, szybko zorientujemy się, że Golf GTI wcale nie był pierwszym Hot Hatchem w historii. Przed nim były już Autobianchi A112, Simca 1100 TI czy Renault 5 Alpine. Co więc sprawiło, że to właśnie Golf GTI dziś przedstawiany jest jako protoplasta sportowych kompaktów, a jego pierwsze generacje cieszą się coraz większą popularnością?

O tym, że „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, przekonało się wielu producentów. Często auta w oczach analityków bestselerowe doprowadzały firmy do skraju bankructwa. Rzadziej zdarzały się sytuacje, w których projekt traktowany całkowicie marginalnie, nawet przez samych twórców, ni stąd ni zowąd stawał się prawdziwym przebojem rynkowym. Nie inaczej było z Golfem GTI, który, zdawało się, nie pasował do swoich czasów.

Następca Garbusa

Początek lat 70. był trudny dla wszystkich producentów. Kryzys paliwowy skutecznie zniechęcił klientów do kupowania nowych aut, a o takich ekstrawagancjach jak sportowe wersje popularnych modeli mogli myśleć tylko najbogatsi. VW odczuł ten czas bardzo dotkliwie również przez malejącą drastycznie sprzedaż Garbusa, który nadal był filarem budżetu całej firmy. Sytuacji nie poprawiała koszmarnie niska sprzedaż modelu K70, w którym utopiono olbrzymie pieniądze, wdrożenie do produkcji VW Passata oraz opóźniające się prace nad następcą Garbusa. Gdy w 1974 zaprezentowano tego ostatniego, wszyscy pracownicy Volkswagena wstrzymali oddech – Golf miał się okazać prawdziwym „być albo nie być”.

Świat przyjął kompaktowego Volkswagena bardzo ciepło, co nie oznaczało natychmiastowego rozwiązania problemów finansowych koncernu. Szczególnie widoczne było to w unifikacji wielu części z innymi produktami spod znaku VW / AUDI. Gama dostępnych silników była więc mocno ograniczona, a najmocniejszą dostępną jednostką był zasilany gaźnikiem Solexa silnik o pojemności 1471 ccm i mocy 51 kW bez sportowych aspiracji.

Zresztą najlepiej o ówczesnym podejściu Volkswagena do usportowionych wersji świadczyło wypuszczenie w 1973 specjalnej wersji Garbusa – „Yellow – Black – Racer”. Auto mimo wyglądu rasowego sportowca, w yposażonego w czarne pokrywy masek, szerokie koła czy sportową kierownicę, rozwijało moc jedynie 37kW, co szybko stało się obiektem kpin i niewybrednych dowcipów. Wiele lat później okazało się, że „Yellow-Black-Racer ” miał być wyposażony w mocny silnik przygotowany przez Oettingera, ale na przeszkodzie stanęły naciski rady nadzorczej po aferze z BMW 2002 turbo, które zwyczajnie nie pasowało do wizerunku walczącej z kryzysem paliwowym Europy.

Pewnie Volkswagen już na zawsze pozostałby kojarzony z wizerunkiem producenta nudnych kompaktów dla ludu, gdyby nie dwójka świeżo zatrudnionych pracowników.

Inż. Alfons Lowenberg przyszedł do VW wprost z zakładów Opla, gdzie był odpowiedzialny za projekt Kadetta 1900 Rallye. Drugi – Anton Konrad piastował stanowisko szefa działu prasowego firmy. Szybko okazało się, że obydwaj panowie mają podobne zainteresowania związane ze sportem samochodowym. Lowenberg z mniejszymi lub większymi sukcesami ścigał się w Rajdowych Mistrzostwach Niemiec, z kolei Konrad był zapalonym kierowcą stawiającym pierwsze kroki w Autoslalomach .

Prawdopodobnie podczas jednej z wielu około rajdowych dyskusji Lowenberg i Konrad wpadli na pomysł, by stworzyć niewielkim kosztem usportowioną wersję Golfa. Obaj wiedzieli, że szefostwo koncernu o takim pomyśle nawet nie będzie chciało słyszeć.

Niemcy wciąż odczuwały reperkusje po kryzysie paliwowym, a więc było wysoce prawdopodobne, że w opinii zarządu auto, w którym ekonomia zejdzie na dalszy plan, będzie kłóciło się z ideą samochodu dla ludu. Lowenberg i Konrad postanowili uciec się do fortelu i jeszcze jesienią 1974 w domu tego ostatniego odbyło się spotkanie, w którym oprócz pary przyjaciół, wzięła udział mała grupa zaufanych pracowników VW.

Konspiracja

Podczas tego spotkania nakreślono wstępne założenia Sport-Golfa, bo tak nazwano pierwotnie projekt. Auto miało być szybkie, dobrze brzmieć, świetnie się prowadzić, a przy tym być na tyle dyskretne, by nie drażnić społeczeństwa, niczym owiany legendą odwrócony lustrzanie napis „turbo” z pierwszej serii BMW 2002. Sport-Golf miał być produktem oferującym elementy auta sportowego, którego równie chętnie co w weekend, kierowcy będą używać do jazdy na co dzień.

Karol Wiechczyński

Więcej w najnowszym wydaniu miesięcznika AUTOMOBILISTA 3/2018 (215)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *