To był pierwszy w historii BMW naprawdę piękny i szybki roadster, czy jak kto woli – dwumiejscowy samochód sportowy.

Historia ta nie była wtedy szczególnie długa, bo firma specjalizowała się w silnikach lotniczych. Od 1923 zaczęła produkować motocykle, a od 1928 samochody na licencji Austina Seven. Na jego bazie powstawały też roadstery, ale nie były to prawdziwe samochody sportowe, mimo że jeździły w imprezach.

Dopiero rok 1934 przyniósł odmianę. Wtedy dział lotniczy był już formalnie rozdzielony z samochodowym i motocyklowym. Firma wytwarzała niewielkie sedany 303 z 6-cylindrowymi(!) silnikami o pojemności 1173 ccm. Skąd te parametry? Z ówczesnych przepisów podatkowych biorących pod uwagę średnicę cylindra. Dlatego kolejny model 315 był również 6-cylindrowy, otrzymał nieco większą pojemność, bo 1490 ccm, gdzie stosunek średnicy cylindra do skoku tłoka wynosiła 58 mm do 94 mm.

Model BMW 315, mimo że była to mało porywająca kanciasta kareta, stał się bazą do stworzenia prawdziwego auta sportowego. Rasowe nadwozie zaprojektował Peter Schimanowski, ale nie wystarczyło postawienie nowego nadwozia na seryjnym podwoziu. Ramę zmodyfikowano, głównie z powodu cofnięcia i obniżenia silnika. Sam silnik został fachowo podrasowany do 40 KM, w ramach czego otrzymał m.in. trzy gaźniki. Tym można było już się ścigać lub zadawać szyku na promenadach.

Nie wiemy, czy były „przecieki” ze sfer rządowych Rzeszy, ale niemal równocześnie z premierą modelu 315/1 zmieniono przepisy podatkowe i 6-cylindrowy silnik o pojemności 1,5 litra stracił sens. BMW szybko zareagowała na ten fakt i opracowała nowy silnik o większej średnicy tłoka i większym skoku (65×96 mm), przez co pojemność wzrosła do 1911 ccm (podatkowa – steuer liczona była na 1898 ccm). Zdecydowanie wzrosła też moc, bo aż do 55 KM. Powstał w ten sposób model 319/1 produkowany równolegle z poprzednikiem. Różnił się w zasadzie tylko silnikiem.

Łącznie bramy monachijskiej wytwórni opuściły zaledwie 242 egzemplarze modelu 315/1, ale sporo, bo prawdopodobnie 837 podwozi modelu 315 sprzedano firmom karoseryjnym i pewna część z nich należała do serii 315/1. Na tych podwoziach zabudowano nadwozia różne od projektu Schimanowskiego.

Co niezwykle ciekawe, z tych 242 egzemplarzy aż 4 znalazły się w Polsce po II wojnie. Jakimi drogami trafiły do nas, trudno dziś orzec. Niewątpliwie taki dwuosobowy roadster nie wzbudzał ciekawości ludzi poszukujących w trudnych czasach solidnego pojazdu transportowego. Wojskowym też zapewne nie bardzo przypadł do gustu.

Przed wojną, na pewno w1938, istniało w Warszawie oficjalne przedstawicielstwo BMW – firma Amplion, ale czy sprowadzała modele sportowe, trudno ustalić; na reklamach widać modele zamknięte. Oprócz tych kilku egzemplarzy 315/1, w Polsce znalazło się też kilka sztuk jednego z najlepszych aut sportowych lat 30. czyli modelu 328.

Zostało ich 4, a może nawet pięć…

Pierwszy ze znanych, to samochód będący od 1972 r.(!) w rękach Jan Milczka, który kupił go od Tomasza Skrzelińskiego. Obaj należą do nestorów polskiego ruchu oldtimerowego. Trafił się w 1970 r. w Milanówku, gdy Tomasz był już posiadaczem ciekawego egzemplarza IHLE (jeździ nim do dzisiaj). Usłyszał o pobliskim garażu, w którym miał stać interesujący go motocykl Rudge i jakieś tam auto. W czasie oględzin Rudge okazał się wartym zachodu motocyklem, a stojący obok malowany wielokrotnie pędzlem samochód wymagający sporo nakładu, dużo mniej. W dodatku miał wycięte w nadwoziu miejsca na dwa dodatkowe siedzenia. Za 180$, jak wspomina Tomasz Skrzeliński, odsprzedał więc auto Janowi Milczkowi, znanemu lubelskiemu kolekcjonerowi.

Drugi z odbudowanych egzemplarzy znani z naszych łamów kolekcjonerzy Jan i Maciej Peda kupili w 1997 r. z kolekcji Jana Załuski, w stanie mocno niekompletnym i bez dokumentów rejestracyjnych. Lepiej nie mógł trafić, bo został bardzo profesjonalnie odrestaurowany, co zajęło kilka lat. Można go oglądać na wielu imprezach zabytkowej motoryzacji. Otrzymał biało niebieskie malowanie.

Trzeci egzemplarz to nabytek nieżyjącego już niestety Adama Cielucha. Kupił go w Poznaniu ponad 20 lat temu. W jaki sposób znalazł się w Poznaniu, nie wiadomo. Przez wiele lat jeździł nim właściciel zakładu rzemieślniczego zajmującego się szlifem wałów korbowych. Potem został sprzedany pewnemu architektowi, który uczynił z niego samochód bardziej użyteczny dla siebie… przerabiając go na auto czteroosobowe! Oczywiście znalazło się w nim wiele elementów ze współczesnych aut, aby mógł się w ogóle poruszać. To była powszechna praktyka, dlatego tak trudno wrócić do stanu oryginalnego w pojazdach długo eksploatowanych w Polsce.

Czwarty, po raz pierwszy prezentowany na naszych łamach, również został odnaleziony w Poznaniu przez Adama Cielucha w stanie kompletnego rozkładu, ale posiadał wszystkie podstawowe zespoły. Niektóre z nich wisiały potem na ścianach Jego pracowni, aż trafiły w dobre ręce wielkopolskiego kolekcjonera Zdzisława Siereckiego. Ten zlecił odbudowę, bo tak raczej należy nazwać zakres prac, jaki trzeba było wykonać, zakładowi Jacka Balickiego z Bielska-Białej. Trwało to dosyć długo, bo skompletowanie całości takiego auta nie jest łatwe i niestety dość kosztowne. Ostateczne regulacje i „dotarcie” przypadło w udziale także znanemu z naszych łamów Danielowi Miłoszewskiemu. Samochód obecnie prezentuje się znakomicie i co najważniejsze jest w absolutnie pełnej sprawności. Mogłem się o tym przekonać podczas sesji zdjęciowej i to w czasie bardzo dużych upałów. To jednak jest samochód sportowy!

Piąty? Podczas targów Techno Classica Essen 2016 zwrócił uwagę zwrócił bardzo ciekawy roadster, zdecydowanie po solidnej renowacji. Doskonale spasowane blachy i nienaganny lakier oraz chromy robiły wrażenie. Nie był podobny do żadnego z prezentowanych egzemplarzy, a mimo to był opisany jako BMW 315/1 rocznik 1936 Spezial Roadster. Wiadomo jednak, że pewna część podwozi tego modelu była sprzedana firmom nadwoziowym, więc zapewne był to jeden z nich.

I tu największe zaskoczenie. Dzięki pomocy Macieja Pedy udało się ustalić, że ten konkretny egzemplarz… również pochodzi z Poznania. Jego nadwozie w całości zostało wykonane bardzo niedawno w jednym z poznańskich zakładów renowacyjnych! Czy zostało zbudowane na oryginalnej ramie 315/1, czy też na przerabianej, co obecnie się zdarza, nie udało się ustalić.

Więcej w miesięczniku AUTOMOBILISTA 4/2018 (216)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *