Nasz bohater narodził się w 1968, kiedy kontrowersyjny, choć niewątpliwie charakterystyczny przód 2000 C/CS przestylizowano w dwóch celach: by upodobnić go do sedana New Six (E3), a więc „awansować” go wizerunkowo o segment rynkowy i by zmieścić sześciocylindrowy silnik M30.

W ten sposób powstał jeden z najpiękniejszych samochodów, jakie kiedykolwiek wyjechały z Monachium – nie dość, że wygląda jak milion dolarów nawet wtedy, kiedy stoi, to ma pod maską odpowiednie argumenty, by osiągami dorównywać boskiej aparycji.

Agresywniej stylizowany 3,0 CSL (w tym legendarny model z dodatkowym pakietem aerodynamicznym, tzw. Batmobile) i odniesione przezeń sukcesy na torach wyścigowych były tylko kropką nad i, przypieczętowując przeznaczenie E9 jako przyszłej legendy.

Tyle że prezentowany przez nas 3,0 CS jest modelem, który w największym stopniu emanuje ponadczasową elegancją. Zamiast krzykliwych spoilerów ma dyskretne chromy, idealnie wyważone proporcje z długą i nisko poprowadzoną maską, smukłą i optycznie lekką sylwetkę (cienkie słupki i duże powierzchnie przeszklone jeszcze potęgują to wrażenie) i obowiązkowy w tamtych latach rekini pysk, dzięki czemu wygląda jak zdrowy, wysportowany dżentelmen w nienagannie skrojonym garniturze. Ani grama zbędnego tłuszczu pod skórą, ani jednego niepotrzebnego dodatku na zewnątrz. Dzisiejsze modele BMW mogą olśniewać mocą, feerią elektronicznych asystentów i rozwiązaniami technologicznymi potęgującymi przyjemność z jazdy, ale przy E9 wyglądają jak banda osiłków, którzy mają problem z utrzymaniem nerwów na wodzy. 3,0 CS to facet z klasą, który ma już swoje lata, ale czas jest dla niego łaskawy i tylko działa na jego korzyść.

E9 nigdy nie było samochodem, który potrzebował cokolwiek komukolwiek udowadniać, choć dysponował właściwymi argumentami, by niejednemu popędzić kota, zwłaszcza we wspomnianej wersji 3,0 CSL (gdzie L nie oznaczało po raz pierwszy „lang”, a „leicht”, czyli lekki), zbudowanej dla celów homologacyjnych, tj. po to, by auto mogło startować w wyścigach aut turystycznych. A kiedy już zaczęło startować, rywale mogli myśleć co najwyżej o drugim miejscu, bo w latach 1975-79 demoniczne BMW rządziło na torze niepodzielnie. Wersja CS nie ma aż tak bezkompromisowego charakteru. To raczej komfortowe gran turismo (z silnikami 2,8 lub 3,0 oraz wprowadzonym jako antidotum na kryzys paliwowy 2,5), ale jedno robi bez cienia wysiłku i najmniejszych wyrzutów sumienia.

Więcej – AUTOMOBILISTA 5/2018 (217)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *