Pomysł na zrobienie takiego pojazdu zrodził się w momencie narodzin bliźniaków – chłopców Leona i Maksyma. Projekty od początku do końca są autorskim pomysłem. Podstawą do ich realizacji stały się zdjęcia prawdziwych modeli pojazdów. Jednak ich zminiaturyzowanie nie było w rzeczywistości takie proste.

Wszystkie rozwiązania techniczne zostały opracowane i dostosowane samodzielnie przez autora. Nie miał on jednak żadnego gotowego planu, który można było wdrożyć.

O swoich projektach i niecodziennym hobby opowiada Adam Piwek.

– Na początku miałem zamiar kupić im stare Moskwicze bo sam w dzieciństwie takiego miałem i przeprowadzać gruntowny remont. Ale pomysł porzuciłem bo wydał mi się zbyt prosty. Chciałem, by chłopaki mieli coś oryginalnego.

Pierwszy powstał mini Hot Rod „Double Trouble”. Tak naprawdę powstał bez żadnego planu. Parę profili spawarka i robota jakoś szła. Z czasem projekt zaczął nabierać kształtów i coraz bardziej się podobać. Hot Rod w całości został wykonany przeze mnie. Jednak wiedziałem, że bez odpowiednich narzędzi i wiedzy nie wykonam poszycia które miało być z aluminium. Jego wykonanie zleciłem wykonanie jednemu z najlepszych specjalistów w kraju Rafałowi Rodentsowi. Z jego pomocą mini Hot Rod prezentuje się naprawdę pięknie.

Nigdy jakoś nie zabiegałem o to, by ujrzał światło dzienne, bo miał tylko być zwykłym pojazdem do jazdy wokół domu.

Podczas budowy pierwszego projektu naprawdę świetnie się bawiłem. Sprawiło mi to ogromną przyjemność, a miałem jeszcze tyle pomysłów w głowie, że zapragnąłem kolejnego mini.

Mam trzech synów bo po bliźniakach przyszedł na świat jeszcze Fryderyk. Więc budowa musiała się rozpocząć. Tak więc powstał „Dry Lake Roadster”. To nieco większy model – dla dzieci w wieku ok. 6-7 lat. I w tym przypadku było podobnie. Cały roadster został zaprojektowany i wykonany przeze mnie.

Poprzeczka została postawiona dość wysoko. Chciałem by każdy element, każdy detal był przemyślany i dopracowany. Roadster wyszedł obłędnie pod każdym względem. Przy poszyciu pomógł mi Adrian Frankowski z GutFran. Dry Lake ma nieco inne rozwiązania techniczne niż Double Trouble chociażby silnik umiejscowiony z przodu. Malowaniem które nadało oryginalny charakter z epoki zajął się Michał „Bombi” Trąbski.

Dlaczego akurat tego typu pojazdy?

– Przez wiele lat byłem głęboko związku z motoryzacją europejską. Udało mi się odrestaurować dla siebie dwa Garbusy z jakimś tam sukcesem, który mnie zadowalał. Potem zakupiłem Mercedesa W126. Piękne auto i do dziś uważam, że był to najlepszy wóz jaki miałem, choć kosztował mnie wiele nerwów. Czułem się w nim jak szejk (śmiech). Jednak przyszedł czas się rozstać z dużymi zabawkami. Gdzieś w głębi zawsze interesowała mnie amerykańska motoryzacja, więc mogłem się w jakiś sposób spełnić swoje marzenia może i wizję robiąc coś oryginalnego dla dzieci.

Aktualnie mam na koncie dwa ukończone pojazdy. Pomimo, że bliźniaki mają dopiero skończone dwa lata i jeszcze samodzielnie nie jeżdżą, to pojazdy na nich już czekają. Choć często z moją pomocą udaje nam się pojeździć.

Dlatego w chwili obecnej powstaje trzeci egzemplarz. Tym razem sięgam do brytyjskiej motoryzacji. Planuję budować jedną sztukę rocznie. Hobbystyczne. Nawet, jak moje dzieci już wyrosną, to ja nadal będę to robił. Czerpię z tego ogromną przyjemność.

Cieszy mnie kiedy widzę uśmiech u dzieciaków na widok moich samochodów. Jestem zapraszamy na różne spotkania, zloty. W kwietniu 2018 r. z pomocą Jakuba Tujaki udało mi się pokazać oba pojazdy na Poznań Motor Show. W ostatnim czasie zostałem zaproszony na Kustom Kulture Forever w Niemczech, ale musiałem odmówić. Na co dzień opiekuje się dziećmi i dalsze wyjazdy odpadają. Może za rok – kto wie?

Ale staram się brać udział na imprezach „miejscowych”. Ostatnio wystawiałem  samochody w przedszkolu by dzieciaki mogły się pobawić, a przy okazji zrobiłem im małe warsztaty motoryzacyjne pokazując zasadę działania poszczególnych podzespołów.

Tak naprawdę pojazdy cieszą nie tylko dzieciaki, ale zawsze pojawia się też uśmiech rodziców. Dużo osób pyta mnie o wykonanie dla ich dzieci. Niestety z przyczyn bezpieczeństwa odmawiam, ale zachęcam ojców do wykonywania samodzielnie. Zawsze służę pomocą i jest kilku tatusiów którzy już budują podobne pojazdy dla swoich dzieci. Jesteśmy w stałym kontakcie i podpowiadam na co mają zwrócić uwagę, by nie czynić sobie dodatkowej roboty.  Wszystko oczywiście z własnego, stosunkowo niedługiego doświadczenia.

Cieszy mnie, że moje pomysły mogą być jakąś inspiracją dla innych i mam nadzieję, że uda się w przyszłości zorganizować zlot mini pojazdów dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *