Polscy producenci pojazdów silnikowych nigdy nie rozpieszczali osób dotkniętych kalectwem. Żadne z krajowych przedsiębiorstw nie wytwarzało ani samochodów, ani pojazdów na bazie motocykli, przeznaczonych dla niepełnosprawnych. Gacek – samochodzik zbudowany w latach 60. w WSK Świdnik – nigdy nie wyszedł poza fazę prototypu. 20 lat później bielska FSM oferowała Fiata 126p dostosowanego do potrzeb inwalidów.

Sytuacja miała szansę zmienić się w latach 90. To wtedy w zakładach w Nowej Dębie zaczęto produkować trójkołowce przeznaczone dla niepełnosprawnych. Dezamet 755, bo o nim mowa, miał wypełnić niszę. Pomysł był dobry. Niestety, coś po drodze poszło nie tak.

Dla potrzeb handlowych wózek otrzymał nazwę Norka. Powstawał w latach 1993-1999 (jeśli nie liczyć zbudowanego w 1992 prototypu). Obok aut inwalidzkich, zakład wytworzył również pewną liczbę dostawczych wózków Rydwan, które stały się zresztą podstawą konstrukcyjną Norki.

Ile Norek zbudowano przez 6 lat produkcji? Brak tu jednoznacznych danych, jednak z pewnością nie mniej niż 180 i nie więcej niż 220. To jedna z tych konstrukcji motoryzacyjnych, co do których więcej jest znaków zapytania niż faktów. Projekt firmowany był nazwiskiem Stanisława Budnika, o którym wiadomo jedynie, że był inżynierem. Widniejący na pieczątkach adres dawno jest nieaktualny. Po wybraniu numeru telefonu – cisza.

Idea polskiego trójśladu była prosta: stworzyć łatwy w obsłudze pojazd o nieskomplikowanej budowie. Nadwozie miało długość niespełna 2,5 m. Wysokość i szerokość były niemal takie same – w obu przypadkach były to wartości ledwie przekraczające metr. Mimo tego wnętrze kabiny mogło pomieścić dwie osoby. Po podniesieniu siedziska, kierowca zyskiwał dostęp do jednocylindrowego, dwusuwowego silnika. Napęd z trzykonnego motoru przeniesiono poprzez dyferencjał na tylną oś. Za oparciem znajdywała się niewielka przestrzeń ładunkowa.

Wnętrze pojazdu to przykład ascetycznego minimalizmu. Wszystkie powierzchnie wykładano szarym materiałem z tworzywa lub szorstką tkaniną. Zrezygnowano z jakichkolwiek zegarów. Późniejsze Norki miały najwyżej kilka kontrolek. O prędkościomierzu czy wskaźniku poziomu paliwa należy zapomnieć. Przy podłodze, z lewej strony siedziska znajdowała się dźwignia rozruchowa, choć zdarzało się, że producent przenosił ją na zewnątrz.

Wykonana z laminatu karoseria opierała się na trzech maleńkich kołach. Opony znane miłośnikom Mikrusów – mają dokładnie te same wymiary. Norkę napędzał nowoczesny silnik typ 027, z motoroweru Chart.

Więcej: AUTOMOBILISTA 6/2018 (218)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *