Każdy kolekcjoner i pasjonat zabytkowej motoryzacji dość szybko dowiaduje się, że wartość pojazdu zależy nie tylko od gładkości lakieru i chromów, ale przede wszystkim od jego oryginalności. Trzeba mieć sporą wiedzę lub dobrego pomocnika, aby potrafić to ocenić przy kupnie.

Nawet największe pieniądze włożone w renowację okażą się wyrzuconymi, jeśli w końcu mamy pojazd w nieoryginalnej kompletacji, z nieodpowiednią tapicerką czy kolorystyką

Pisaliśmy o tym problemie wielokrotnie i oczywiście każdy może zrobić ze swoim samochodem co chce, ale zawsze warto dążyć do oryginału pod każdym względem. Dość ciekawym przykładem może być prezentowany Mercedes W 111 coupé z silnikiem 2,8 litra z 1968 r. kupiony w 2010. Zakup nie okazał się szczególnie dobry, chociaż samochód wyglądał doskonale.

Posłuchajmy jego obecnego właściciela – Piotra Chmielika: Moja przygoda z klasyczną motoryzacją zaczęła się kilkanaście lat temu od pełnej odbudowy odziedziczonej po dziadku Syreny 102. Historię tę opisał „Automobilista” w lipcu 2012 r. Kiedy skończyłem prace związane z przywróceniem do świetności „królowej polskich szos i poboczy”, rozpocząłem poszukiwania dobrej bazy do renowacji jednej z ikon klasycznej motoryzacji – auta spod znaku gwiazdy.

Wybór padł na model W 111 coupé. Jego linia uważana jest, nie bez podstawy, za jedną z najładniejszych spośród wszystkich klasycznych coupé Mercedesa.

Niestety, frycowe!

Znalezienie samochodu do odbudowy zajęło mi prawie dwa lata, niestety, moje niewielkie wtedy doświadczenie sprawiło, że popełniłem cały szereg błędów podczas wyboru auta. Zakupiony MB wyglądał ładnie, ale okazał się dość mocno zdekompletowany, a wiele jego oryginalnych elementów zostało dotkniętych „złą ręką” domorosłych mechaników. Teraz wiem, że taki stan nazywa się „skundleniem” …

Lista detali nieoryginalnych lub nieobecnych w mojej bazie Mercedesa W 111 280 SE obejmowała około 40(!) pozycji, głównie elementów pochodzących nie od tego modelu lub zwyczajnych braków. Musiałem je dokupić, co znacznie podwyższyło wydatki związane z renowacją i wydłużyło jej czas. W efekcie koszt dokupionych części i podzespołów zrównał się z ceną zakupu auta!

Kupiony przeze mnie samochód, niestety bez szczegółowej wiedzy o jego oryginalności, został sprowadzony przez polskiego właściciela z rynku niemieckiego. Już tam, zapewne w czasach, gdy nie przedstawiał tak dużej wartości jak dzisiaj, był remontowany przez mało fachowych warszt atowców. Tam też nastąpił pierwszy etap „skundlenia”.

Później, po przywiezieniu do Polski nastał drugi etap, w trakcie zleconych przez właściciela remontów. Oczywiście samochód jeździł, był zarejestrowany i na pierwszy rzut oka, jak widać na zdjęciu, robił dobre wrażenie, ale na zdjęciach wszystko wygląda lepiej. W takim stanie trafił w 2010 r. w moje ręce.

Pierwsze jazdy wykazały, że silnik zużywa za dużo oleju, a automatyczna skrzynia przekładniowa szarpie i niepewnie zmienia biegi. Bliższe przyjrzenie się nadwoziu wykazało złe spasowanie drzwi, pokrywy bagażnika i maski silnika. Aluminiowe drzwi nie nosiły śladów jakichkolwiek napraw, co prowadziło do wniosku, że reszta nadwozia jest krzywa. Także lakier nie odpowiadał kolorystycznie temu z Daten Karte.

Zacząłem od przyjrzenia się silnikowi. Pierwsze pomiary wykazały, że bez wymiany tulei cylindrowych nic nie zdziałam. Prawdopodobnie silnik przeżył również zamarznięcie wody w układzie chłodzenia.

Pojechałem do Krotoszyna, gdzie produkuje się znakomite tuleje cylindrowe, a wokół zakładu rozlokowało się sporo firm zajmującymi się remontami. Jedna z nich wyremontowała silnik, ale po 20 kilometrach okazało się, że spaliny przedostają się do cieczy chłodzącej. Prawie na pewno na skutek mikropęknięć w strukturze bloku cylindrów. Majstrowie silnik ponownie rozebrali i zalali podejrzane miejsca mosiądzem.

Pomogło na następne 50 km

Szczęśliwie, trafiłem w Niemczech na kogoś, kto w swoim samochodzie postanowił wymienić silnik 2,8 litra na „ósemkę” 3,5 litra i sprzedał mi swój. Tym razem zakup okazał się bardzo dobry, gdyż silnik pochodził praktycznie z tego samego okresu co mój i był bez zarzutu. Bez remontu pracuje do dzisiaj, a stary czeka na lepsze czasy.

Skrzynia przekładniowa to dwa lata nierównych bojów z kilkoma warsztatami, kiedy okazało się, że w którymś z nich, kompletnie nieznający jej konstrukcji majster rozregulował układ elektrohydraulicznego sterownika. Kolejne naprawy w zakładach o dobrych referencjach nie przynosiły poprawy, a czasem nawet pogorszenie. Skończyło się wysłaniem, z pomocą znajomego, skrzyni przekładniowej do Wiednia, gdzie za 300 euro została wyregulowana w specjalistycznym warsztacie i do dzisiaj pracuje bez zarzutu.

Uzupełniam wyposażenie

Mercedes jest marką, która bardzo mocno dba o posiadaczy oldtimerów i do wielu egzemplarzy można zdobyć tzw. Daten Karte, czyli mały dokument określający kompletację fabryczną naszego egzemplarza. Dobrze jest go zdobyć. Szczęśliwie znalazł się do mojego samochodu. Mogłem go rozkodować.

Na podstawie opracowania: Ireneusza Piotra Chmielika

Zdjęcia: Robert Wiechetek

Więcej: AUTOMOBILISTA 8/2018 (220)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *