W 1931 Ford wyprodukował mniej samochodów niż zwykle. Szalał Wielki Kryzys. Jedynym modelem w ofercie był Ford A, długo wyczekiwany następca modelu T. Zanim ktokolwiek go zobaczył, złożono prawie 200 000 zamówień!


Firma odsłoniła go 2 grudnia 1927 r. W ciągu pierwszych 36 godzin obejrzało go 10 milionów ludzi, a po tygodniu 25 milionów – ponad 1/5 ludności Stanów Zjednoczonych. Ford nie nadążał z produkcją, miał problemy z jakością, a po samochód ustawiały się kolejki. Firma wydała mnóstwo na reklamę i nadal dbała o „dobrą prasę”, zatem niektórzy dostawali auto „spod lady”. Na przykład Mary Pickford, której nowego Forda A podarował na gwiazdkę Douglas Fairbanks. Zdjęcie aktora przy Fordzie obiegło cały kraj, a Fairbanks serdecznie podziękował Edselowi Fordowi za przesłanie mu pierwszego modelu A, jaki przybył do Kalifornii.

W roku kalendarzowym 1928 zbudowano blisko 633,6 tys. aut, a w 1929 ponad półtora miliona. Potem produkcja zaczęła spadać i w 1931 zamknęła się liczbą 541 615 sztuk.

Przełom lat 20. i 30. to nie był dobry moment, żeby jechać do Detroit za pracą. Henry Ford, który wcześniej zasłynął 5-dolarową dniówką, podniósł potem stawkę do 6 dolarów, a 1 grudnia 1929 do 7. Miał nadzieję, że nakręci tak koniunkturę po „czarnym czwartku”. Niestety, nie grał czysto i stosował różne wybiegi, aby zmniejszyć liczbę tych, którym tak wysoka stawka mogłaby się należeć.

Ford zatrudniał każdego, bez względu na kolor skóry i wyznanie, dawał zajęcie inwalidom, ale płeć nie była bez znaczenia. Wysoka płaca należała się tylko mężczyznom. Czy było to 5, 6 czy 7 dolarów, była to kwota przyznawana po przepracowaniu określonego okresu i należna tym, którzy wykonywali określony rodzaj pracy. Nazywano ją „minimalną”, ponieważ jej częścią był oszacowany z góry zysk przedsiębiorstwa i w zależności od stosunku składników: podstawy wynagrodzenia i odsetka, jaki stanowił zysk, mogła być wyższa. Aby ją otrzymać, należało nie tylko uczciwie wykonywać swoje obowiązki, ale również moralnie się prowadzić. Najwięcej mogli uzyskać żonaci „żyjący z rodziną i troszczący się o nią*”, a w następnej kolejności „nieżonaci powyżej 22 lat, którzy dowiedli, że żyją gospodarnie”.

Ford nie zamierzał nagradzać awanturników, rozpustników i opojów, choć sam nie był bez skazy. Zwalniał starych pracowników, nowych zatrudniał za grosze i stale zwiększał tempo pracy. Ponadto coraz więcej zlecał poddostawcom, a niektórzy z nich, np. nadwoziowa Briggs Manufacturing Company, byli znanymi pijawkami. W najgorszych okresach Ford skracał tydzień pracy do 2, 3 dni. Gdy w 1932 produkcja roczna spadła do 287 285 samochodów, 7-dolarowa dniówka była w zasadzie fikcją.

Michał Kij

Więcej: AUTOMOBILISTA 9/2018 (221)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *