Mały Fiat jest wielki i basta! Nie ma historii polskiej motoryzacji bez tego auta. W tym roku mija 45 lat od rozpoczęcia produkcji następcy kultowej 500-tki w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej.

Fiat 126p od tego czasu stał się pełnoprawnym zabytkiem, dlatego postanowiliśmy porozmawiać na jego temat ze stołecznym konserwatorem zabytków Michałem Krasuckim, który właśnie kończy remont poczciwego „kaszlaka”.

Za co najbardziej lubisz Malucha?
– Mówiąc najkrócej to samochód, który bawi. Jak jedzie się ulicami, to dzieci uśmiechają się na jego widok i pokazują palcami. Jak chcemy mieć zabawny, trochę śmieszny samochodzik na widok, którego każdy się uśmiechnie, to Maluch jest dobrym rozwiązaniem. Poza tym na tle współczesnych aut wyróżnia się kolorystyką. Miałem kiedyś inne auto zabytkowe, czyli BMW E21, ale trochę przerósł mnie remont tego samochodu, a poza tym nie dostarczał tyle frajdy, co ten Maluch. Fiat 126p to minimum motoryzacji, w Maluchu właściwie nie ma rzeczy niepotrzebnych, jest wyłącznie to, co jest niezbędne, by to auto jechało.

Co sam zrobiłeś przy swoim aucie?
– Samodzielnie wykonałem nową podsufitkę, zdjąłem ze starej materiał, wyciąłem w płycie pilśniowej format nowej podsufitki. Nowa podsufitka jest trochę grubsza i dosłownie milimetr szersza, dzięki czemu lepiej wskoczyła na swoje miejsce i nie ma problemu z jej opadaniem. Zregenerowałem także mechanizm ustawiania lusterka Vitaloni. Będę chciał także zmienić zaczepy pasów na oryginalne.

Czy Maluch otrzyma felgi „cytrynki” czy zostawisz te, które są obecnie?
– W tym roczniku występowały jeszcze „cytrynki” i już felgi, jakie mam założone obecnie. Prawdopodobnie zdecyduję się na „cytrynki”, tym bardziej, że chcę zregenerować cały układ hamulcowy.

Zarejestrowałeś auto na żółte blachy. Tym, którzy się wahają, polecasz to rozwiązanie?

– Żółte blachy mogą być dwóch rodzajów, samochód może być włączony do wojewódzkiej ewidencji zabytków albo wpisany do
rejestru. Jeśli samochód jest wpisany do rejestru, to każdy remont wymaga przygotowania projektu tego remontu i uzyskania zgody konserwatora, czyli trzeba spełnić wymogi jak przy konserwowaniu dzieła sztuki. Ponadto zgody wymaga także wywóz auta za granicę. Natomiast, jeżeli mamy samochód wpisany do ewidencji zabytków, to widzę w zasadzie tylko profity. Po pierwsze, żółte blachy pozwalają na wykonanie tylko jednego przeglądu technicznego, dają także szereg zwolnień, jeśli chodzi o OC – nie trzeba mieć ciągłości ubezpieczenia, kiedy auta się nie użytkuje. Jest jeszcze jeden bardzo ważny argument, dlaczego warto mieć żółte blachy. Jeżeli ktoś uszkodzi samochód na żółtych blachach, to nie będzie szkody całkowitej i ten samochód musi być remontowany na oryginalnych częściach.

Czy oryginalność jest wartością samą w sobie i należy ją utrzymać za wszelką cenę, czy też uwspółcześnianie zabytkowych aut nie jest niczym złym?
– Jeśli chodzi o utrzymanie oryginalności, to nie za wszelką cenę, ale jeżeli się da, to w jak największym stopniu.

Cała rozmowa: AUTOMOBILISTA 9/2018 (221)

 

Odpowiedź na Maluch po czterdziestce

  1. Dariusz pisze:

    Bardzo interesujący wywiad, sam kiedyś byłem posiadaczem dwóch maluchów i bardzo fajnie wspominam te czasy, dobre solidne małe auto, można było je bez problemu naprawić samemu w garażu, nikt na nie nie narzekał ze znajomych….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *