Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że do powstania bohatera tej opowieści – Opla Manty w największej mierze przyczynił się…. Ford. Popyt na Capri otworzył oczy analitykom General Motors, że jednak samochód z prawdziwym nadwoziem coupé nie tylko ma rację bytu w Europie, ale również może być bestsellerem.

Trzeba obiektywnie przyznać, że w obozie Opla musiał być to dość nerwowy czas – z jednej strony niezbyt zadowalające wyniki sprzedaży modelu GT, z drugiej strony sprzedaż Kadetta coupé również pozostawiała wiele do życzenia, a inwestowanie w nowy projekt oznaczało dodatkowe koszty. Gra jednak toczyła się o wielką stawkę, a GM stać było na element ryzyka.

Nie obyło się jednak bez kompromisu. W myśl założeń rady nadzorczej, nowe coupé Opla ochrzczone jako Projekt 1450, miało być pojazdem 4-osobowym bazującym na aucie wielkoseryjnym, wykorzystując jak największą liczbę części z innych modeli. Szczęśliwym trafem w dziale projektowym właśnie trwały prace nad Asconą, która miała wypełnić lukę między małym Kadettem a dużym Rekordem. Szybko zapadła decyzja, że to właśnie z Asconą konkurent Capri będzie zmuszony dzielić elementy mechaniczne. Było to dobre posunięcie ze strony Opla, a obydwa samochody wykorzystywały wspólne układ napędowy wraz z silnikami oraz zawieszenie.

Za wygląd nadwozia Projektu 1450 odpowiedzialny był zespół projektantów pod wodzą Amerykanina Charlesa „Chucka” Jordana. Jeśli wierzyć oficjalnej wersji, to szef designerów czerpał rzekomo inspirację dla nowego Opla z samochodu koncepcyjnego Mako Shark II. Jest to jednak o tyle dyskusyjna teza, że wspomniany concept car z racji spowinowacenia z Chevroletem Corvette, był o wiele bliższy Oplowi GT. Tak czy inaczej rodzinne GT, bo takim mianem określono nowe auto, garściami czerpało z amerykańskiej stylistyki, choć w nie tak ostentacyjny sposób jak Opel GT, z tym ostatnim dzieląc jednak tylne lampy oraz kilka drobniejszych elementów wnętrza. Natomiast deska rozdzielcza oraz fotele były identyczne jak w Asconie. Imponującą okazała się pojemność bagażnika dochodząca do 500 litrów.

Atrakcyjne nadwozie nie dość, że mogło się podobać, to jeszcze było niezwykle praktyczne, a co najważniejsze dla producenta – tanie w produkcji. Koszty budowy znacząco obniżało również wspólne wykorzystanie podzespołów z Asconą.

Tak więc zgodnie z założeniami rady nadzorczej GM, nowe coupé Projektu 1450 dzieliło wspólną płytę podłogową z Asconą, a zatem cały układ zawieszenia był w obydwu autach identyczny. Koła przedniej osi zawieszono na wahaczach o nierównej długości, resorowanych sprężynami śrubowymi oraz teleskopowymi amortyzatorami i stabilizatorem przechyłu. Tylną część zawieszenia oparto z kolei na sztywnej osi ze sprężynami śrubowymi. To rozwiązanie z Kadetta B.

Co ciekawe, tylna część wału napędowego była poprowadzona w rurze, na sztywno połączonej z obudową mechanizmu różnicowego. Również układ przeniesienia napędu w postaci 4-biegowej zsynchronizowanej przekładni połączonej za pośrednictwem wału napędowego był identyczny z tym z Ascony.

Nie inaczej było z podstawową jednostką CIH o pojemności 1600 ccm o mocy 68 KM lub 80 KM. Mimo bliźniaczego podwozia i układu

napędowego, Manta już podczas testów prototypu okazała się o wiele lepsza w prowadzeniu niż Ascona, co zachęciło inżynierów GM do jeszcze lepszego dopracowania ustawień zawieszenia sportowego Opla.

Prace badawczo-rozwojowe, jak również przygotowanie do produkcji szły w ekspresowym tempie i już w połowie 1970 r. wszystko było gotowe do startu. Pozostała tylko kwestia nazwy. Za tę ostatnią najprawdopodobniej odpowiedzialni są sami projektanci, bowiem w 1969 r. przedstawiono duchowego następcę koncepcyjnego Mako Shark II pod nazwą Manta Ray.

Karol Wiechczyński

Cała historia Opla Manty w najnowszym wydaniu miesięcznika AUTOMOBILISTA 10/2018 (222)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *