Linia nadwozia wyszła spod ręki Francuza Paula Bracq’a, Austriaka Karla Wilfierta i Włocha Bruno Sacco. To jeżdżąca poprawność tamtej epoki. Spokojne, kanciaste linie, bez szaleństw i awangardowych pomysłów, za to o znakomitych proporcjach. I chyba to zapewniło mu, że przez długie lata był postrzegany jako samochód ładny i elegancki.

Już dawno Mercedesy generacji W 114/115 trafiły do grona ulubionych samochodów kolekcjonerskich, chociaż ze względu na sporą liczbę wyprodukowanych egzemplarzy (ok. 1,9 miliona) tylko niektóre wersje nadwoziowe i silnikowe są wyżej cenione. W Niemczech czterodrzwiowe limuzyny w stanie 3 czyli takie, jakimi możemy się pokazać już na zlotach, kosztują w okolicach 6 – 7 tys. euro w zależności od wersji silnikowej. Tylko 280 i 280 E nieco odskakują od tych wartości, bo trzeba na nie wyłożyć ok. 10 – 11 tys. euro. Także te z nadwoziami coupé kosztują w stanie 3 nieco więcej, bo od 10 do 13 tys. euro.

Jeśli chciałbym taki samochód kupić, to nie szukałbym egzemplarza w stanie gorszym niż 3, bo ten stan oznacza samochód kompletny, zarejestrowany, w pełni sprawny, ale z widocznymi śladami eksploatacji. Byłbym też bardzo dociekliwy przy wersjach z silnikami wysokoprężnymi, bo spora ich część pracowała jako taksówki, ale gdyby ich stan ogólny był dobry, to nie ma obaw – te samochody były niespotykanie trwałe. W sumie „sto czternastka” czy „sto piętnastka” to dobra propozycja, jeżeli nie chcemy wydać na wdzięcznego oldtimera majątku. Może się to oczywiście i tak zdarzyć, jeśli wdamy się w poważne remonty bardzo zniszczonego egzemplarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *