Historia niezwykłego brytyjskiego motocykla, a także determinacji jego właściciela, któremu jeden cylinder w posiadanym już Vincencie Comet nie wystarczył.

Z 33 wyprodukowanych Black Lightning, 2 egzemplarze zostały sprzedane do naszego kraju. Były widziane na kilku imprezach mniej więcej w 1954 wraz z kilkoma brytyjskimi motocyklami zakupionymi prawdopodobnie przez PZM lub Legię Warszawa. Po latach trafiły do Anglii, gdzie jeden z nich po odrestaurowaniu znajduje się w National Motorcycle Museum w Birmingham.

Natomiast  Rapide Series C, który był gotowy do wysyłki z fabryki w Stevenage 28.12.1951,  jest własnością polskiego kolekcjonera Krzystofa Rotty.

Firma Vincent w swej historii trzykrotnie zmieniała nazwę, co wynikało przede wszystkim z niedającymi się pogodzić pragnieniem perfekcji i ekonomią. Założył ją Howard Raymond Davis w 1924 r. – niezwykły zawodnik, który w 1921 w słynnym już wtedy wyścigu TT Trophy na wyspie Man zwyciężył w klasie Senior 500 na motocyklu AJS klasy Junior 350. Takiego zwycięstwa motocyklem dużo niższej klasy w klasie wyższej nie powtórzył do dzisiaj nikt. Nazwa firmy HRD była monogramem imion i nazwiska założyciela.

Planowana perfekcja motocykli nie dała się pogodzić z bardzo małą skalą produkcji i już po roku firma miała prawie 7000 £ długu. To były poważne pieniądze w tamtych czasach.

W życiu jednak, oprócz dobrych pomysłów, trzeba mieć też trochę szczęścia. Howard je znalazł w osobie młodzieńca Philipa Conrada Vincenta, który nie dość, że miał nadzwyczajny talent techniczny, to jeszcze miał twardy charakter i co niezwykle ważne – zamożnych rodziców. Ten młodzian już w wieku lat 19 opatentował zawieszenie tylnego koła motocyklowego w układzie cantilever, które znajdziemy w projektach jego późniejszych jednośladów, i miał jasną wizję tego, co chce w życiu robić. Do tego trzeba dodać mądrych rodziców, którzy kupili mu zadłużoną firmę HRD i pomogli utworzyć spółkę z Davisem, tym razem o nazwie Vincent HRD Co. Ltd. Nie od rzeczy jest też dodać, że ukończył Uniwersytet Cambridge.

Spotkało się więc dwóch konstruktorów, przy czym jeden był już znany jako zawodnik i producent wyrafinowanego sprzętu jednośladowego. To ułatwiało zaistnienie na rynku, tym bardziej, że młody Vincent nie uznawał kompromisów, jeśli chodzi o jakość i klasę rozwiązań ich motocykli.

Wytwarzano je z najlepszych materiałów, np. zbiorniki paliwa ze stali nierdzewnej. Każdy, kto zna specyfikę tej stali, doceni pomysł, ale zaraz pomyśli o kosztach i nie chodzi tu tylko o cenę samego metalu. Motocykle HRD Vincent były więc kilkakrotnie droższe od konkurencji.

Krzysztof Rotta

Jerzy Kossowski

Zdjęcia: Agnieszka Wieliczko

Więcej o motocyklach i historii marki HRD Vincent przeczytamy w najnowszym wydaniu miesięcznika AUTOMOBILISTA 1/2019 (225)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *