Nie ma bardziej zasłużonego dla Polski samochodu dostawczego od Żuka. Jeździł w PGR-ach, gasił pożary, zwoził ziemniaki z pól, a gdy trzeba było, służył policji, listonoszom i lekarzom. Dlaczego najpopularniejszy polski dostawczak powstawał w mieście bez szczególnych tradycji motoryzacyjnych?

W 2018 minęło 60 lat od rozpoczęcia produkcji. Jednak w powszechnej świadomości to Syrena funkcjonuje jako polski samochód, którego drzwi kiedyś otwierały się „pod wiatr”. Tymczasem, choć zdecydowanie mniej liczny, to jednak nie mniej autentyczny był analogicznie otwierany Żuk. „Kurołapami” określane są Żuki A 03 typu pick-up z metalową burtą i opończą, ale tylko te wyprodukowane do 1963, kiedy to zmodyfikowano kabinę. Drzwiami „odwróconymi” wsiadało się również do modelu A 08 o ładowności 1,5 tony, który jednak nie wyszedł poza fazę prototypu.

Żuk A 03 był autem wyczekiwanym. Potrzebowały go zarówno państwowe instytucje, jak i prywatni użytkownicy. Powstawał w rzeczywistości permanentnego niedoboru, w której brakowało narzędzi, baz serwisowych, a transport niejednokrotnie wykorzystywał jeszcze pojazdy z demobilu i UNRRY. Co prawda, z FSO wyjeżdżały już Warszawy pick-up, ale były to auta klasy 0,5 tony. Z większych pojazdów zostawał Lublin-51 i Star 20, niestety ten pierwszy był zwyczajnie kiepski, zaś drugi powstawał w liczbie niezaspokajającej popytu. Opakowując w nową karoserię podzespoły Warszawy można było stworzyć proste, zwinne i lekkie auto o przyzwoitej ładowności. Nie było ani zbyt nowoczesne, ani tanie: w 1959 Żuka wyceniono na 120 000 zł, czyli ok. 80 ówczesnych średnich pensji (tyle samo trzeba było dać za Warszawę). Pojazd miał jednak niezaprzeczalny walor – po prostu był.

Pomysł prosto z Lublina

W czerwcu 1958 na Międzynarodowych Targach w Poznaniu zaprezentowano Żuka A 03. Konkretnie był to jeden z trzech prototypów wykonanych jeszcze przed zatwierdzeniem auta do produkcji. Decyzja o dopuszczeniu Żuka do wytwarzania seryjnego zapadła dopiero 18 listopada 1959. Jak po latach wspominał Julian Kamiński – odpowiedzialny za projekt A 03, cała załoga lubelskiej FSC na opinie o prototypie czekała w dużym napięciu, co najmniej z dwóch przyczyn. Po pierwsze, samochód w stu procentach był inicjatywą lubelską, nienarzuconą przez organy centralne. Po drugie,  powstał bardzo szybko – pracę nad projektem zaczęto w 1957, a na początku 1958 gotowy był przedprototyp (nie w 1956, jak mylnie głoszą niektóre źródła). Niedługo później zbudowano dwa prototypy, z których jeden pokazano w Poznaniu na wspomnianych już targach.

Zespół Juliana Kamińskiego podjął się skonstruowania auta, które w założeniu musiało być niewielkie, sprytnie poruszające się po miejskich uliczkach. Musi być zwinne jak owad, który z łatwością omija wszelkie przeszkody. Takim owadem był żuk. Odtąd samochód oznaczony symbolem A 03 miał już dobrze brzmiącą nazwę. Aby nawiązać do niej w sposób bardziej ścisły, pierwszy zbudowany prototyp pomalowano w zielono-srebrne pasy, które w słońcu mieniły się jak ubarwienie chrząszcza. Relacja inżyniera Kamińskiego prostuje błędną, a często powielaną chronologię, według której świeżo powstały prototyp najpierw pomalowano, a dopiero potem wskutek kolorystycznych sugestii dopasowano nazwę.

Jakub Pilch

Więcej: AUTOMOBILISTA 2/2019 (226)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *