Dzisiaj na propozycję samodzielnego zrobienia auta, wzruszylibyśmy co najwyżej ramionami, ale przez 20 lat po II wojnie była ona często jedyną możliwością dla wielu zdolnych majsterkowiczów.

Po działaniach wojennych zostało w Polsce całe mnóstwo porozbijanych, spalonych, nadających się właściwie tylko na złom resztek różnych pojazdów. Wtedy to niezapomniany Witold Rychter rzucił pomysł wykorzystania tych resztek do samodzielnej budowy samochodów czy motocykli. Zaprezentował go na łamach „Horyzontów Techniki”. W końcu lat 40. i początku 50. pomysł budowania samochodów „z niczego” zaowocował powstaniem pewnej liczby pojazdów nazywanych „Hortkami” (od pierwszych liter tytułu miesięcznika). Jeden z nich zbudował znany później szeroko dzięki licznym książkom i programowi telewizyjnemu Adam Słodowy, który także napisał książkę „Budowa samochodu amatorskiego”.

Pierwszym jego projektem był Hortek – powstał z inspiracji „Horyzontów Techniki”. Była to konstrukcja bardzo prosta, ale historia jej powstania odzwierciedla możliwości, jakie wtedy istniały. Silnik został kupiony w tzw. Komisji Likwidacyjnej. Była to jednostka 200 cm3 z trójkołowca Tempo, napędzająca za pomocą łańcucha przednie koło. Mechanizm różnicowy pochodził z samochodu DKW. Sam silnik nadawał się do remontu. Został więc wykonany szlif i dorobiony nowy tłok. Jedno z łożysk wału korbowego było uszkodzone, ale udało się znaleźć jeszcze dwa takie łożyska i dobierając za pomocą mikrometru wałki łożyska, zostało naprawione.

Każdy, kto kiedykolwiek widział zespół napędowy DKW, wie, że nie bardzo się on nadaje do adaptacji, ale innego nie było. Jedyną możliwością było przeniesienie napędu z silnika na mechanizm różnicowy za pomocą łańcucha. Wtedy to konstruktor wykonał samodzielnie za pomocą pilnika koło łańcuchowe, które zainstalowano zamiast koła zębatego przekładni głównej. Aby jednak wykonać to koło, trzeba była najpierw zrobić pilnik! Do tego został użyty segment grabiarki do siana, nacięty po rozhartowaniu przecinakiem i ponownie mocno zahartowany. Zresztą do rozbiórki silnika pan Adam wykonał samodzielnie jeszcze kilkanaście kluczy (z resztek piór resorów) i ściągaczy.

Następnie przyszedł czas na wybudowanie sobie garażu, w którym miał powstać samochód. Po tym dopiero nastąpił właściwy etap budowy auta. Ramę pospawano z rur stalowych i na nią nałożono jesionową ramę pokrytą sklejką, stanowiącą podłogę samochodu. Konstrukcja nadwozia oparta była o wręgi drewniane z drewna brzozowego.

Zewnętrzne poszycie wykonano z czarnej blachy stalowej. Składało się wyłącznie z płaszczyzn rozwijalnych (blacha nie nadawała się do klepania). Blacha pochodziła z rur do pieców węglowych, które pan Adam kupował, a następnie prostował. Innych możliwości zakupu blachy nie było. Wewnętrzne poszycie nadwozia wykonano z tektury starannie pomalowanej farbą w celu zabezpieczenia przed wilgocią.

Dach nadwozia zrobiono z brezentu. Siedzenia powstały ze starego tapczanu cioci i rur z łóżka żelaznego. Większość urządzeń samochodu została wykonana całkowicie od początku z materiałów odpadowych. Pozwolę sobie zacytować fragment opisu wykonania wycieraczki szyby: „łapka wycieraczki szyby przedniej zrobiona jest z blachy puszki od konserw, starej dętki rowerowej, pręta od starego parasola i szprychy rowerowej . Jestem pewien, że działała dobrze, a wykaz materiałów użytych do jej konstrukcji może nam dać pojęcie o możliwości zdobycia wówczas tak prostych dzisiaj urządzeń jak ramię wycieraczki szyby. Patrząc na zdjęcia pojazdu trudno uwierzyć, że powstał z tak dziwnych zdawałoby się materiałów.

Dużo problemów miał konstruktor z instalacją elektryczną. Silnik był wyposażony oryginalnie w dynastarter z rozdzielonym regulatorem napięcia i wyłącznikiem prądu zwrotnego, który został zastąpiony regulatorem zespolonym. Z dzisiejszej perspektywy trzeba stwierdzić, że samochodzik miał miłą dla oka linię, jego osiągi zaś powodowały, że był całkiem rozsądną alternatywą dla motocykla. Poza tym – kiedyś ludzie tak bardzo się nie śpieszyli.

Ostatnim samochodem wykonanym własnoręcznie przez Adama Słodowego był pokazany na zdjęciu. Bazą do jego powstania był sprezentowany mu, kompletnie rozbity samochód Skoda 1101. Oprócz zniszczonego nadwozia i wielu podzespołów stan techniczny silnika przed wypadkiem był bardzo zły. Wszystkie podstawowe zespoły zostały więc własnoręcznie wyremontowane (włącznie z samodzielnym wylaniem panewek i ich spasowaniem). Do tego zbudowano całkowicie nowe nadwozie.

Jerzy Kossowski

Więcej: AUTOMOBILISTA 2/2019 (226)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *