Wedle szacunków klubu marki Goliath, do dzisiejszego dnia przetrwało na całym świecie maksymalnie 14 egzemplarzy Goliatha Typ 34, z których prawdopodobnie tylko cztery znajdują się w stanie gotowym do jazdy!

Pojazd ten skonstruowano na potrzeby wojska. Nazwę „Jagdwagen” przetłumaczyć można jako „samochód myśliwski”, a geneza jego powstania była oczywista. Już w 1950 kanclerz Adenauer zaczął ostrożnie i w tajemnicy przed aliantami snuć plany stworzenia własnej armii, które to na dobre zrealizowano w 1955 tworząc Bundeswehrę. Już znacznie wcześniej rozpoczęto także wstępne przymiarki do sensownego wyposażenia sił zbrojnych, organizując m. in. co roku konkurs na lekkie terenowe łaziki (tzw. klasa 0,25 tony).

W niemieckich realiach gospodarczych owych lat do rywalizacji o możliwe i prawdopodobnie lukratywne(!) państwowe zamówienia przystąpiły tylko trzy firmy: Porsche, Auto-Union i grupa Borgwarda z Bremy.

Borgward zdecydował się opracować samochód wykorzystujący w dużym stopniu masowo produkowane podzespoły popularnego Goliatha GP900E, w tym jego dwusuwowe, chłodzone cieczą, dwucylindrowe silniki z wtryskiem paliwa firmy Bosch. Ich pojemność wynosiła 886 cm3 (średnica cylindra 84 mm, skok tłoka 80 mm), a moc 29,5 kW przy 4000 obr./min. Pierwszy prototyp miał rozstaw osi 2200 mm i dysponował już wyłączanym napędem tylnych kół. Latem 1954 przeszedł on z miernym wynikiem pierwsze testy, które to wymusiły pewne zmiany konstrukcyjne.

Kolejne trzy prototypy typu 31 Jagdwagen trafiły na poligony w styczniu 1955. Dwa otrzymały otwarte nadwozia z aluminium, a trzeci nadwozie stalowe. Karoserie mocowano do klasycznych drabinowych ram z podłużnicami o profilu litery U. Rozstaw osi zmalał do 2150 mm, długość pojazdu wynosiła 3530 mm, szerokość 1660 mm, a wysokość od 1600 do 1230 mm (ze złożoną przednią szybą). Deficytem z wojskowego punktu widzenia był dość niewielki prześwit auta, wynoszący ok. 240 mm.

Auta dysponowały 5-stopniowymi skrzyniami biegów z krótkim przełożeniem biegu pierwszego umożliwiającego „pełzanie” w ciężkim terenie (przełożenia 1:7,4/4,45/2,75/1,728/1,07, bieg tylny 1:7). „Damska” dźwignia zmiany biegów przy kierownicy była mocno krytykowana przez żołnierzy. Przełożenie przekładni głównej wynosiło 5,833.

Typ 31 pozbawiony był międzyosiowego mechanizmu różnicowego. Tylne koła zawieszono na prymitywnej sztywnej osi z resorami piórowymi, z przodu zastosowano trójkątne wahacze i poprzeczny resor piórowy. Auta otrzymały terenowe opony 6,00-16, 46-litrowe zbiorniki paliwa i miały ok. 500 kg ładowności. Producent określał prędkość maksymalną na 95 km/h i twierdził, że Typ 31 był w stanie pokonywać 60-stopniowe stoki i 50-centymetrowe brody. Ciekawe, że konkurencyjny Porsche Jagdwagen (Typ 597) był pojazdem pływającym. Porsche co prawda nie dysponował w wodzie własnym napędem, ale mógł być bez problemu holowany.

Podczas intensywnych prób eksploatacyjnych Goliathom doskwierały ciągłe usterki, m.in. poważne awarie zawieszenia, skrzyń biegów i układu wydechowego. Także przeciętnych tylko zdolności terenowych nie udało się znacznie poprawić, a złośliwi mówili nawet, że w krytycznych sytuacjach Goliatha zawsze można było wyciągnąć z piasku lub błota DKW Mungą. Co gorsza, firma miała spore problemy z wykonaniem dalszych egzemplarzy pierwszej serii informacyjnej, które to dostarczono dopiero w styczniu 1956.

W maju tego samego roku decydenci zamówili na potrzeby armii 5 tysięcy terenowych DKW Munga koncernu Auto-Union. Porsche i Goliath miały natomiast dostarczyć jedynie kolejnych 50 sztuk przeznaczonych do dalszych testów. Wtajemniczeni w realia niemieckiej polityki twierdzili, że konstrukcje Porsche (zaangażowanego wiele lat wcześniej w prace nad łazikami dla faszystowskiego Wehrmachtu) nie były w ministerstwach mile widziane, a grupa Borgwarda nie spełniła po prostu pokładanych w niej oczekiwań. Za Auto-Unionem przemawiał ponadto fakt sporego rozpowszechnienia w Niemczech popularnych dwusuwowych „dekawek”.

Historia Typu 31 zakończyła się po wykonaniu zaledwie 15 sztuk, ale co ciekawe firma wydrukowała nawet reklamowe ulotki. W krótkim tekście przekonywano, że dla Goliatha nie ma przeszkód w terenie, a na strome wzniesienia wspina się on niczym czołg (!). Trochę zabawne w tym kontekście jest, że „dla zmylenia przeciwnika” podkreślono wysoki komfort jazdy po utwardzonych drogach, fakt stosowania wydajnego ogrzewania firmy Bosch oraz możliwość wygodnego transportu wyposażenia niezbędnego w codziennej pracy… rolnika, myśliwego, czy leśnika!

Wykryte przez wojskowych ekspertów wady konstrukcyjne Typu 31 sprawiły, że samochód ten przeszedł w latach
1956-57 daleko idące modyfikacje, z których najbardziej istotną był montaż 4-cylindrowego, 4-suwowego silnika w ukła-
dzie bokser o pojemności 1093 ccm i mocy 37 kW. Nowy Typ 34 był nieco dłuższy (3890 mm) i od starszego auta
odróżniał się na pierwszy rzut oka trzema przetłoczeniami po bokach nadwozia (w modelu 31 były tylko dwa przetłoczenia).
Auto było znacznie cięższe, ale miało też zwiększoną do 590 kg ładowność.

Goliath wiązał z tak udoskonalonym modelem spore nadzieje, ale niestety i ten pojazd okazał się niewypałem i po przejechaniu pierwszych kilkuset próbnych kilometrów musiał zostać odholowany do warsztatu.
Nic dziwnego, że zrażeni tym przedstawiciele ministerstwa obrony oraz Bundeswehry postanowili w maju 1958 na dobre
zakończyć testy aut marki Goliath.

Paweł Pronobis

Więcej: AUTOMOBILISTA 2/2019 (226)

  • Goliath Typ 31
    Goliath Typ 31
  • Goliath Typ 31
    Goliath Typ 31
  • 1024px-Goliath_Jagdwagen_Typ_34_1956_frontleft_2010-04-08_U
  • Goliath Typ 34
    Goliath Typ 34
  • Goliath Typ 34
    Goliath Typ 34

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *