O historii Garbusa napisano już całe tomy, ale spróbujemy dołożyć jeszcze parę rodzynków do ciasta, jakie wypiekano w Wolfsburgu.

Zatrzymajmy się na 1956, bo z tego roku pochodzi prezentowany przez nas egzemplarz. Jego losy są trochę nietypowe. Właściciel – Tomasz Kolbe zalicza się do grupy niezwykle wiernych użytkowników samochodów marki VW, gdyż miał ich w sumie ponad 40, oczywiście różnych typów, w tym kilka Garbusów. Ten trafił się 10 lat temu na portalu eBay. Miał interesujący rocznik, ale nie miał silnika. Do tego tylna część nadwozia była mocno skorodowana, co jest dość typową przypadłością starszych modeli. Po bliższych oględzinach okazało się, że najprawdopodobniej był kiedyś samochodem policyjnym, w późniejszym okresie przerobionym do sportu. Było więc w nim sporo do zrobienia. Silnik znalazł się w Polsce i to z rocznika 1956, używany jako napęd jakiejś pompy (!). Był w bardzo dobrym stanie i nie wymagał naprawy głównej. Należało go jednak uzupełnić o odpowiedni os przęt należny 30-konnemu silnikowi samochodowemu z 1956. Skorodowany fragment tyłu nadwozia został dokupiony, ale nie ma oryginalnych oznaczeń z tamtego rocznika, jednak jest identyczny z oryginałem.

Uwagę zwracają osłony tylnych kół, które nie były wyposażeniem fabrycznym, ale były dostępne w tamtych latach jako dodatkowe, akcesoryjne. Zostały zakupione od meksykańskiego sprzedawcy. Brakujące elementy wyposażenia pan Tomasz dokupił w trakcie remontu, ale jak wspomina, ich ceny były wysokie, bo szukał tylko oryginałów. Podróbki są marnej jakości.

Samochód został polakierowany lakierem z palety VW oznaczonym jako LR412 Diamant Grün. Po remoncie nie stanął w garażu, tylko często wyjeżdżał na kołach w dłuższe trasy, wśród których był pięciodniowy rajd po Bieszczadach – w sumie z dojazdami to około 2 tys. kilometrów pokonanych w 5 dni. Nic się nie zepsuło, co świadczy o bardzo porządnym remoncie.

Volkswageny z wczesnych lat produkcji są stosunkowo rzadkie w Polsce, chociaż ich produkcja w połowie lat 50. była już bardzo duża. Dominują u nas egzemplarze z późnych lat 60. i 70. Pozorne podobieństwa modeli starszych i młodszych mogą być bardzo mylące, podobnie jak modele „meksykańskie” różniące się niekiedy znacznie od równolatków europejskich. W sumie to potężna dziedzina wiedzy, którą należy posiąść, aby prawidłowo skompletować swój samochód do odpowiedniego rocznika.

Mimo dość ogólnej sporej ilości aut, ceny tych wyprodukowanych w latach 50 i 60. zaczęły w ostatnim okresie rosnąć w tempie 6-7% rocznie. Bez 20-30 tys. euro nie mamy co szukać bardzo dobrego egzemplarza z lat 1953-64.

Precedensem cenowym są unikatowe kabriolety Hebmüllera, których wartość w stanie 1 przekroczyła 200 tys. euro, notując wzrosty blisko 30% rocznie. Kabriolety Karmanna, znacznie liczniejsze, są zdecydowanie tańsze, ale i tak są to zdumiewające kwoty – w zależności od rocznika od około 40 do ponad 100 tys. euro w porównywalnym stanie 1.

Oczywiście te ceny zwolnią w najbliższych latach, tak jak to się już stało z Transporterem T1 Samba, który chyba osiągnął poziom równowagi, czyli 150 tys. euro w „jedynce”, ale kto wie…

Jerzy Kossowski

Zdjęcia: Katarzyna Szatkowska-Marek

Więcej: AUTOMOBILISTA 4/2019 (228)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *