Eksport motocykli z Świdnika to bardzo słabo udokumentowany fragment historii polskiej motoryzacji, dlatego zbieramy wszelkie jej fragmenty. 

Na przełomie roku 1971 i 1972 ruszyła produkcja motocykli WSK M21 W2. Ponieważ Polska bardzo potrzebowała dewiz z tzw. drugiego obszaru płatniczego, natychmiast przystąpiono do opracowanie kilku wersji eksportowych. Najlepsza z nich wyglądem zbliżona była do znanych modeli WSK M21 W2 S1 Standard. W latach 1972-73 produkowano ich najwyżej po około 1000 sztuk rocznie. Niewielka liczba tych motocykli trafiła na rynek krajowy. Były to wersje zubożone bądź egzemplarze wybrakowane, tzw. odrzuty z eksportu. Wersje eksportowe były staranniej wykonane, miały więcej elementów chromowanych oraz ozdobne nakładki na zbiorniku paliwa. Eksploatacja na zagranicznych drogach, głównie Europy Zachodniej oraz USA, wymusiła zastosowanie np. lamp oraz opon produkcji angielskiej.

Zapewne spowodowane to było trudnościami w homologacji (dopuszczeniem do ruchu na drogach USA i Wielkiej Brytanii). Motocykle reklamowano, brały też udział w różnych zawodach sportowych. Na konkurencyjność i sprzedaż miała pewnie wpływ niska cena – ok. 200 funtów szterlingów, ale stosunkowo niska jakość oraz brak rozbudowanego serwisu przełożyły się na brak poważniejszych sukcesów eksportowych w porównaniu z japońskimi motocyklami. Należy jednak podkreślić, że w tamtych trudnych czasach Polska produkowała motocykle, które udawało się sprzedawać na wymagających rynkach, a współcześnie nie produkujemy nic.

Na zdjęciach prezentujemy motocykl z kolekcji Muzeum Motoryzacji w Nieborowie, sprowadzony bezpośrednio z USA, przy którym nie były wykonywane żadne prace restauratorskie czy uzupełnienia wyposażenia. Może więc stanowić wzorzec, ale dla dociekliwych zamieszczamy dodatkowo jego bardziej szczegółowy opis.

Według tabliczki znamionowej został wyprodukowany we wrześniu 1974 r. Jeśli wierzyć licznikowi, przebieg ma poniżej 1000 mil, a plomby na silniku świadczą, że nikt do niego nie zaglądał.

Właściciel – Wojciech Bury zaprezentował motocykl w czasie jazdy. Pomimo długiego postoju silnik uruchomił się bardzo pewnie, jak powinno być przy gaźniku Bing i zapłonie SEM. Początkowa chmura dymu szybko ustąpiła i okazało się, że motocykl świetnie przyspiesza i wszystkie mechanizmy pracują na piątkę, pomimo upływu 45 lat od wyprodukowania. Zapewne gdybyśmy chcieli odbywać nim dłuższe jazdy, należałoby wymienić uszczelnienia wału korbowego, w tamtych latach zrobione z gumy nieodpornej na współczesne paliwa i oleje. Na razie jednak nie było żadnych kłopotów i może lepiej zostawić silnik w stanie fabrycznym.

Julian Nowak

Fot. Jerzy Kossowski

Więcej: AUTOMOBILISTA 5/2019 (229)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *