Czym różnią się dwa Mustangi, które dzieli bez mała 40 lat? Ford miał szczęście nieobce Fiatowi. Umiał zaczarować codzienność. Nie każdym modelem, większość trafiała do serca przez żołądek. Lecz niektóre znały drogę na skróty.

Mustang nie szykował się do wielkości. To miała być „lekka jazda”. Niezobowiązujący samochód, wygodny do parkowania. Wersję z silnikiem 6-cylindrowym polecano kobietom, wrażliwym nie tylko na gabaryty, ale koszt utrzymania auta.

– Mam zamiłowanie do Mustangów od najmłodszych lat. Mach 1 był pierwszy. Kupiłem go spontanicznie. Pojechałem po kabriolet z 1967, ale na placu stał Mach i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Jeśli chodzi o Shelby, to jest takie powiedzenie, że raz w życiu Cobrę trzeba mieć – śmieje się
Krzysztof Trzopek. – Parametry obu samochodów są całkowicie odmienne. Inna moc, skrzynia biegów, jeden wolnossący, drugi ze sprężarką. Mach 1 prowadzi się jak typowy samochód z lat 70., nie ma ABS-u. Wrażenie jest takie, jakby przenieść się w czasie. To samochód raczej do tzw. cruisingu czyli powolnego przemierzania drogi bez celu dla samej przyjemności z jazdy i słuchania dźwięku starej, widlastej „ósemki”. Nawet radio nie jest podłączone – celowo. Natomiast Shelby to szalony samochód, jest
baaaaardzo szybki i zrywny, przy manualnej skrzyni i napędzie na tył jazda nim to ciągła walka o życie. Mimo parametrów Lamborghini czy Ferrari jest bardzo „analogowy” i to daje przyjemność z prowadzenia. Do setki rozpędza się w 3,9 s, a prędkość maksymalna przekracza 300 km/h, przy czym moc i moment są oddawane w sposób ciągły dzięki sprężarce mechanicznej. Zapas mocy jest na każdym biegu, przy każdej prędkości i dowolnych obrotach silnika. Jazdę Shelby można porównać do przejażdżki rollercoasterem.

Komentarzem do różnic w konstrukcji i osiągach Mustanga Mach 1 z 1973 i Shelby GT500 z 2012 jest proporcja cen i wielkości produkcji. Mach 1 był względnie tani i sprzedawał się w dziesiątkach tysięcy sztuk. Shelby GT500 jest samochodem wyjątkowym, nie tak licznym, za to znacznie droższym. Mach 1 wprost podbijał popyt i zysk koncernu, jako ciekawsza i bardziej kosztowna odmiana modelu standardowego dla kierowców zainteresowanych zarówno lepszymi osiągami, jak i sportowym stylem.
Shelby GT500 kadzie nacisk na doskonałe osiągi i wysoko stawia poprzeczkę przed tym, kto zechce po nie sięgnąć. Nie jest „wkładką do zupy”, ale przyprawą, magnesem oferty i „urodzoną legendą”.

Michał Kij

Fot. Katarzyna Szadkowska-Marek

Więcej: AUTOMOBILISTA 6/2019 (230)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *