W czerwcu 1979 roku odbyła się pierwsza i niezwykle ważna pielgrzymka Papieża Jana Pawła II do Polski. Zgodnie z nieśmiałym życzeniem dostojnego gościa, który chciał jeździć po kraju samochodem polskiej produkcji, Episkopat Polski przystąpił do działań aby to życzenie urzeczywistnić.

Historia powstania tego samochodu została dość szczegółowo opisana w dziesiątkach publikacji i kilku książkach. Dlatego tym razem zajmiemy się opisaniem powstania kopii tego samochodu. Według naszych wiadomości powstały ich trzy, ale może jeszcze  nie wszystkie widzieliśmy. W powstaniu oryginalnych samochodów najbardziej zdumiewające było tempo budowy dwóch egzemplarzy samochodu papieskiego, któremu nadano nazwę JP2.

Pierwsze rozmowy na ten temat miały bowiem miejsce w marcu roku 1979, a w czerwcu samochody były gotowe, chociaż może nie do końca, bo drugi egzemplarz nie miał jeszcze skrzyni biegów, której nie zdążyły wykonać zakłady Polmo Tczew. Wydawało by się to dzisiaj nie takie zdumiewające, ale w czasach permanentnego niedoboru i deficytu wszystkiego, był to wyczyn nie lada.

Samochody, a właściwie podwozia, miały dostarczyć FSC Starachowice, ale po zmianach, polegających na przykład na usunięciu mocowań kół zapasowych, uchwytów kanistrów i paru innych drobiazgów. To w warunkach zakładu produkcyjnego nie mogła być prowizorka, zaś całość prac konstrukcyjnych  miał wykonać Przemysłowy Instytut Motoryzacji (PIMOT). Opracowanie kształtów i form nadwozia zlecono bardzo młodemu projektantowi Zbigniewowi Gonciarzowi.

Taki projekt musiał odpowiadać zamówieniu i zostać zatwierdzony do wykonania przez zleceniodawcę czyli Episkopat. Takie sprawy jak wiemy zawsze zajmują trochę czasu, którego było bardzo mało. Przedstawiony projekt został zaakceptowany bez uwag, ale dostarczenie wielu detali trzeba było zlecać podwykonawcom. Stolarze, tapicerzy i inni specjaliści mieli co robić zapewne porzucając inne zlecenia. O szczegółach wyposażenia samochodu i jego konstrukcji mogli się przekonać po latach wykonawcy jego kopii.

Dzięki znakomitemu zespołowi fachowców (sumie było to ok. 60 osób) PIMOT-u terminy i jakość wykonania zostały dochowane. Trzeba pamiętać, że oprócz nietypowej zabudowy zaprojektowany został reduktor skrzyni biegów pozwalający na niezwykle powolną jazdę oraz coś w rodzaju katalizatora, bo silniki „starowskie” nie słynęły z bardzo czystych spalin, a samochód miał się poruszać w tłumie ludzi. Inną ciekawostką  konstrukcyjną było resorowanie gondoli JP2 na pneumatycznych miechach, co wymagało jeszcze dobudowania układu pneumatyki i to chyba po raz pierwszy w samochodzie polskiej konstrukcji.

Jak wiemy samochód spisał się na „5”, spełnił wszystkie oczekiwania i został świetnie zapamiętany, mimo że zbudowano go na podwoziu niezbyt nowoczesnego już wtedy Stara 66 M2. Starachowice produkowały już wtedy znakomity model 266.

Historyczna wizyta Papieża w Polsce wykazała przy okazji ogromną słabość władzy i paradoksalnie jej omnipotencję, która porażona niesłychanym oddźwiękiem pielgrzymki w społeczeństwie, postanowiła zlikwidować wszelkie możliwe do usunięcia  pamiątki. Uratowano specjalnie przygotowanego Fiata 130 ukrywając go w końcu w klasztorze w Niepokalanowie, ale Starów się się nie udało i w ciągu jednego dnia zniszczono zabudowy w obydwu egzemplarzach, a samochody przekazano do FSC, skąd po zabudowaniu typowego wyposażenia trafiły do PGR Stanomino i i PGR Główczyce. Według oficjalnych dokumentów egzemplarz ze Stanomina został po latach zezłomowany, ale ocalał ten z Główczyc o numerze ramy 9226802. Taki numer widnieje w ocalałych również dokumentach z budowy JP2, a ponadto czarny kolor ramy (wojskowe wozy seryjne z FSC miały zielone ramy) dowodziły, że mamy do czynienia z oryginalnym JP2. Wszystko to wiemy dzięki detektywistycznej wręcz pracy Marka Adamczaka, właściciela Firmy Auto – Adamczak z Kielc, który w roku 2005 nabył podwozie z Główczyc i przez kilka lat poszukiwał wszelkich najmniejszych drobiazgów pozostałych ze złomowanego Stara ze Stanomina. Udało się znaleźć ich trochę i jednocześnie zgromadzić oświadczenia ich posiadaczy o pochodzeniu takich drobnych elementów jak np. prądnica. Pan Marek postanowił odtworzyć w możliwie najwierniejszy sposób i z wykorzystaniem zachowanych zespołów kompletny JP2. W pracach rekonstrukcyjnych pomagali ludzie, którzy są chyba najbardziej kompetentni, bo brali udział w powstaniu tych samochodów.

Znamy jeszcze dwie rekonstrukcje – jedna znajdująca się w Muzeum Motoryzacji w Otrębusach, która mimo dość oczywistych różnic w stosunku do oryginału, pełni ważną funkcję edukacyjną. Drugi egzemplarz znajduje się w Muzeum w Starachowicach i jest bardziej zbliżony do oryginału, ale nie bazuje na oryginalnych podzespołach JP2 z roku 1979, pełniąc przy okazji funkcje edukacyjne, przypominając nie dającą się zapomnieć rolę FSC w historii polskiej motoryzacji. Na koniec trzeba dodać, że zachowana, choć niekompletna, dokumentacja powstania dwóch egzemplarzy JP2 pozwala na identyfikację głównych podzespołów. Szkoda, że oryginały zostały z rozmysłem zniszczone, ale dzięki uporowi i konsekwencji Marka Adamczaka udało się jeden egzemplarz zrekonstruować i to wspierając się pomocą jego projektantów i wykonawców sprzed 40 lat.

Jerzy Kossowski

Więcej: AUTOMOBILISTA 7/2019 (231)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *