Serią artykułów o rajdach Automobilklubu Polski II Rzeczpospolitej chciałbym ocalić od zapomnienia postać mojego wujka Euzebiusza Dzierlińskiego i jego kolegów pędzących do mety na swych wspaniałych maszynach.

Starszym Czytelnikom chciałbym przypomnieć, a młodszym pokazać kawałek sportowej historii tamtej Polski, mojej Polski, chociaż żyłem w niej niecałe 8 lat.

Zainteresowanie samochodami miałem być może zakodowane w genach. Kiedy miałem minus siedem lat, moja mama, która wtedy jeszcze nią nie była, jako 18-letnia dziewczyna pracowała w firmie Austro Daimler w Warszawie. Dla potwierdzenia tych słów, ale nie tylko z tego powodu, załączam świadectwo mamy z tej firmy. Chodzi mi o to, żeby współcześni dyrektorzy firm mogli zobaczyć jak krótko i w jak poprawnej polszczyźnie można napisać opinię odchodzącemu pracownikowi oraz o to, żeby ci, co nie widzieli, mogli zobaczyć znak firmowy (dziś powiedzielibyśmy logo) Towarzystwa Budowy Motorów S.A. Austro Daimler.

W firmie tej pracował również mój wujek, Euzebiusz Dzierliński, dopóki się pod względem zawodowym nie usamodzielnił i nie otworzył własnego warsztatu. Teraz chciałbym oddać głos Jerzemu Kasprzyckiemu [nieżyjącemu już niestety znanemu varsavianiście – przyp. red.], który w artykule „Stajnia dla limuzyny” („Życie Warszawy” 21-22.12.1991) tak pisał o wujku: …jako mistrz na całą Warszawę w trudnej sztuce wylewania panewek i roztaczania cylindrów zasłynął Euzebiusz Dzierliński, właściciel warsztatu początkowo przy Długiej 29, potem w Alejach Jerozolimskich 53. Znała go szerzej, niż w kręgu specjalistów, opinia sportowa stolicy jako uczestnika wszystkich rajdów samochodowych oraz prób zręcznościowych – zwanych wówczas „gymkhanami” – zdobywcę wielu nagród i tytułów mistrzowskich w dwudziestoleciu międzywojennym. Urodzony 100 lat temu w 1898 r. trafił swym życiem dokładnie w okres pionierskiego rozwoju motoryzacji w Warszawie, zwłaszcza przemysłu motoryzacyjnego i rzemiosła tej branży.

Nasz czytelnik, pan Tadeusz Jakubowski (siostrzeniec Dzierlińskiego) przekazał nam sporo informacji i ciekawych fotografii. Przypomniał, że w latach 30. ten ceniony fachowiec był też współwłaścicielem firmy „Krzeczkowski i Spółka”, która w zakładzie przy Czerniakowskiej 199 montowała samochody Citroën, następnie włoskie Lancie. W czasie wojny jako podoficer lotnictwa trafił przez Rumunię do Francji, skąd do niewoli niemieckiej. Dzięki wstawiennictwu sportowców z Berlina, uczestników samochodowych Rajdów Polski, w których razem z nimi brał udział, wrócił do Warszawy. Przeżył Powstanie i po 1945 przeniósł się do Olsztyna, gdzie był Dyrektorem Państwowych Warsztatów Samochodowych. Przeszedł fałszywe oskarżenia, więzienie, po powrocie do Warszawy pracował również jako kierowca w różnych firmach transportowych. Zmarł w 1962. Jako członek Automobilklubu Polski od chwili jego założenia w 1921, działał w Komisji Historycznej tej organizacji.

Tadeusz Hubert Jakubowski

Publikowany przed laty po raz pierwszy na łamach miesięcznika AUTOMOBILISTA cykl T.H. Jakubowskiego o rajdach i rozwoju sportu samochodowego w II Rzeczypospolitej, był bogatym źródłem wiedzy o ówczesnej polskiej motoryzacji. Przypominamy pierwszy odcinek tego nadal niezwykle ciekawego cyklu, zainteresowanych odsyłając do archiwalnych numerów naszego magazynu. Po 18 latach ukazała się książkowa wersja wspomnień autora wzbogacona o ilustracje, które nie zmieściły się w naszym miesięczniku. Książka została wydana nakładem Wydawnictwa ZP Grupa i jest dostępna w Księgarni Historycznej, także wysyłkowo. Zamieszczamy fragmenty wstępu do niej napisanego przez autora.

Więcej: AUTOMOBILISTA 7/2019 (231)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *