Łada, ostatecznie Duży Fiat. Fiata 124 rozpoznać niełatwo, zresztą, żeby to uczynić, trzeba wiedzieć, że taki model w ogóle istniał. Jak to możliwe, że parkując przez blisko 50 lat pod chmurką nie został pożarty przez rdzę? No i jak to jest z tym pokrewieństwem z Ładą 2101? (09/25)

Są samochody, które tworzy się z myślą o zasięgu ogólnoświatowym. Są też takie, które światowcami zostają mimochodem. Fiat 124 należy do tej drugiej grupy. Okazał się istotny nie tylko dla własnej wytwórni, ale także przynajmniej dla kilku narodów, które latami korzystały z samochodów produkowanych lokalnie na jego licencji. To o tyle interesujące, że Fiat 124 sam w sobie nie wyróżniał się niczym szczególnym. Z technicznego punktu widzenia był prosty. Z wizualnego – zwyczajny. Nie znajdziemy w nim pionierskich rozwiązań, konstrukcyjnych fajerwerków ani stylistycznych niespodzianek. A jednak to właśnie ten samochód otworzył w dziejach Fiata nowy rozdział. Był rok 1966.
Zwyczajnie piękny
Po latach oznaczania nowych modeli nazwami wziętymi wprost od pojemności silnika, producent zdecydował się na w miarę chwytliwe nazewnictwo trzycyfrowe. Pierwszy z grona „stodwudziestek” był właśnie Fiat 124.
Może doceniono jego zwyczajność (notabene bardzo estetyczną), a może dostrzeżono w niej jakąś niezwykłość, fakt faktem, że nowy sedan Fiata zwyciężył w konkursie na Europejski Samochód Roku 1967. Eleganckie BMW 1600 musiało zadowolić się miejscem drugim, a sportowy Jensen FF trzecim. Nad wagą tytułu „Samochód roku” można dyskutować, ale nie ma wątpliwości, że z marketingowego punktu widzenia może on zadziałać tylko na plus. Fiat 124 wystartował zatem bardzo dobrze.






Od nowości w Polsce
Fiat 124 nigdy nie był w Polsce samochodem popularnym, ale niebieski egzemplarz z naszych zdjęć jest w naszym kraju od początku, czyli od 1969 r. Pierwszy właściciel, pracownik jednego z ministerstw, kupił go za dewizy. Z dokumentów wynika, że do Polski został ściągnięty z Niemiec na zamówienie. Mężczyzna jeździł nim 7 lat – sprzedał auto w 1976 r. Później, a więc przez większość swego życia, Fiat parkował w okolicy ulic Wilczej i Poznańskiej w Warszawie. Czy ścisłe centrum miasta to dobre miejsce do trzymania samochodu pod chmurką? Raczej nie, chyba że potrafi się o niego odpowiednio zadbać.
– Bardzo często można było go spotkać pod szkołą gastronomiczną przy Poznańskiej, przez co na zlotach okazuje się, że do dziś wiele osób go kojarzy – mówi Dariusz, obecny właściciel Fiata.
Stał tam również zimą, kiedy to jedyną osłonę przed śniegiem i marznącym deszczem zapewniała mu plandeka. Takie traktowanie powinno teoretycznie dawno już wysłać Fiata na ul. Strażacką, na najpopularniejsze stołeczne złomowisko. Ten jednak nie tylko jeździ, ale do obecnych czasów doczłapał się bez generalnego remontu, za to z wciąż tym samym nadwoziem i zespołem napędowym.
– Kupiłem go w lipcu 2020 r., trochę przez przypadek. Szukałem raczej Fiata 125p, ale znalazłem ogłoszenie z Fiatem 124. Gdy zobaczyłem zdjęcie, od razu wiedziałem, że to ten sam samochód, który znałem od 1996 r. Okazało się, że kupił go ktoś z Piotrkowa Trybunalskiego, potrzymał pół roku, zarejestrował na żółte, wymienił zniszczoną tapicerkę i wystawił na sprzedaż. Trochę się zastanawiałem, ale w końcu postanowiłem, że go odkupię. W ten sposób Fiat wrócił do Warszawy. Z drugim właścicielem, dziś 95-letnim panem Edwardem, jestem w kontakcie. On bardzo dbał o ten samochód. Był mechanikiem, więc wszystko miał tu w jednym palcu. Pojechałem do niego mniej więcej po miesiącu od zakupu. Gdy go sprzedawał kilka miesięcy wcześniej, był pewien, że już go więcej nie zobaczy. Od niego dostałem też dokumenty z zakupu wystawione jeszcze na pierwszego właściciela. W ostatnich latach użytkowania pan Edward jeździł nim bardzo mało, ale jeździł. Zawsze latem jechał do rodziny, a jesienią samochód służył mu na 1 listopada. Nawet wtedy, przy tak małych przebiegach, bardzo się o Fiata troszczył – opowiada Dariusz.
Większość życia pojazd spędził na ulicy i choć nikt go nie ukradł, to przeżył kilka włamań. Szczególnie atakowany był bagażnik, w którym pan Edward trzymał m.in. narzędzia. Tą drogą łatwo było też dostać się do zbiornika paliwa, który wygląda jak bańka przytwierdzona do bocznej wnęki. Pan Edward zrobił zabezpieczenie na zamek, które jest sprawne do tej pory. Jak na samochód doskonale pamiętający lata PRL, znajdziemy tu też odłączenie zapłonu, które skutecznie uniemożliwia kradzież. Takie patenty tylko dodają mu smaczku.



Na oko Łada 2101 i Fiat 124 wyglądają niemal identycznie. Łatwo ulec złudnemu poczuciu bezpieczeństwa, że w razie problemów z dostępnością części, zawsze można sięgnąć po elementy z Łady. To pułapka podwójna, gdyż podaż części do Żiguli nie jest oszałamiająca, a nawet gdyby była, wielu z nich nie uda się dopasować.
– Kiedyś na zlocie w Pułtusku stanęła obok mnie Łada 2101. Podnieśliśmy maski i różnica okazała się spora, bo Rosjanie wprowadzili dużo zmian. Aparat zapłonowy, podzespoły – w sumie mało co jest takie samo. Generalnie Łada jest dosyć toporna i od razu widać, że to nie jest samochód z zachodu. Trudno raczej mówić o wymienności części poza tylną klapą i może maską. Miałem kiedyś kontakt z kimś, kto odziedziczył Fiata 124 po dziadku. Prosił mnie o zdjęcia i wymiary m.in. błotników i różnych detali, bo kupił dość tanio elementy blacharskie od Łady i nie mógł tego dopasować bez przeróbek.
Darek, jeśli już musi, stara się nie chodzić na skróty i szuka części konkretnie do Fiata 124. Wie jednak, że szyby czołowa i tylna, a także szczęki hamulcowe pasują od Fiata 125p. Silnik również przypomina jednostkę 1500 ze 125p. Niebieski Fiat nie zmuszał dotąd do zaopatrywania się w nowe elementy, zresztą bardzo dużo z nich (nowych i używanych) udostępnił pan Edward. Przez lata zgromadził ich mnóstwo, wliczając używany silnik i skrzynię biegów.
