Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Fiat Barchetta kontra Mazda MX-5

Mazda MX-5 stała się prekursorem odrodzenia po nieobecnym już Lotusie Elan klasy małych roadsterów i kabrioletów. Ten udany projekt wzbudził ogromne zainteresowanie i był naśladowany przez innych, począwszy od Fiata i jego modelu Barchetta. (09/26)

Rok 1998 przyniósł premierę drugiej generacji Mazdy MX-5, oznaczonej symbolem NB. Wtedy jeszcze „piątka” Mazdy nie miała tak ugruntowanej pozycji jak dziś, ale pozostała takim samym atrakcyjnym roadsterem jak poprzedniczka, której sprzedano 420 tysięcy egzemplarzy. Samochód okazał się prawdziwą rewelacją zarówno pod względem osiągów, jak i ceny. W Niemczech w 1989 roku kosztował niespełna 37 tys. marek, gdy debiutujące w tym samym czasie BMW Z1 wyceniono na 80 tys. marek. Mimo ogromnej różnicy w cenie oba auta oferowały porównywalną przyjemność z jazdy.

Sukces małego, lekkiego roadstera z Japonii nie uszedł uwadze planistów Fiata. Na początku lat 90. zlecili oni opracowanie samochodu tej samej klasy, wykorzystującego dostępną już bazę techniczną. Efektem tych prac była Barchetta, zaprezentowana po raz pierwszy podczas Salonu Samochodowego w Genewie w 1995 roku. Zestawienie drugiej generacji Mazdy MX-5 z włoskim roadsterem wydaje się więc wyjątkowo interesujące.

Co napisano o obu roadsterach we francuskim miesięczniku „L’Automobile” w 1998 roku? Dzisiaj pewnie byśmy zweryfikowali te opinie, choćby ze względu na warunki bezpieczeństwa (otwierane reflektory), tym bardziej, że „japonka” wytrzymała próbę czasu. Barchettę zastąpił Fiat 124 Spider, który pojawił się po dłuższej przerwie, w roku 2015 i powstaje w kooperacji z Mazdą(!).

Mały roadster z charakterem, którego dach można zdjąć w mgnieniu oka, by poczuć powiew świeżego powietrza, zdolny wywołać burzę wrażeń już przy 50 km/h lub wirować z zakrętu w zakręt, kiedy tylko ma się na to ochotę, to jednak o wiele bardziej ekscytujące niż sterylne GTI. A poza tym roadster to „ładna bryka”, z wyglądem, którego nie pomylisz z „turbo-dieslem Sport” sąsiada. Nawet jeśli dla niektórych Mazda MX-5 jest małym rozczarowaniem. O ile poprzednia wersja, która pojawiła się w 1990 roku, miała nieodparty urok i autentyczność przypominającą Lotus Elan, o tyle nowa wersja prezentuje styl post-bio, który budzi kontrowersje. Przeprojektowany przód i widoczne reflektory w kształcie migdałów, a nie okrągłe i chowane, nadają jej słodki wygląd. Jasne jest, że jeśli chodzi o linię i styl, nie ma porównania z Fiatem Barchetta. Pełna osobowości i seksapilu, ta piękna Włoszka ma w sobie wszystko, co cechuje fatalną uwodzicielkę: prowokuje spojrzeniem, odkrywa swoje krągłości i falistą linię, by następnie jeszcze bardziej rozczulić detalami w stylu retro, przypominającymi roadstery z lat 60. I to działa… nawet na dziewczyny.

W kabinie, a raczej w kokpicie, Barchetta dba o ten sam efekt uwodzenia. Trzy małe tarcze na białym tle z czerwonymi wskazówkami w stylu motocyklowym, trójramienna kierownica sportowa (o nieco zbyt dużej średnicy), panele drzwi pomalowane w kolorze karoserii, wygodna pozycja za kierownicą: wszystko jest zaprojektowane tak, by oczarować zmysły. Z kolei w Mazdzie MX-5 panuje atmosfera smutku. Wystrój jest co prawda nieco nowocześniejszy niż w poprzedniej MX-5, ale poza deską rozdzielczą na niebieskim tle (tak ciemnym, że prawie go nie widać) żadne detale stylistyczne, żadne kolory ani żadne figlarne akcenty nie ożywiają kokpitu. Jedyna fantazja: krótka dźwignia zmiany biegów. Po zapoznaniu się z wyposażeniem, wrzuceniu kilku walizek do bagażników, które zresztą nie są śmiesznie małe (odpowiednio 100 i 105 dm3 dla MX-5 i Barchetty), pozostaje tylko zdjąć dach. W Mazdzie MX-5 to dziecinnie proste: odblokowuje się dwa zatrzaski przy słupku przedniej szyby, lekko przesuwa dach do tyłu i gotowe. Jeśli ma się czas i trochę odwagi, można wysiąść z samochodu, aby założyć osłonę dachu, która upiększa i chroni całość przed zabrudzeniami. Robi się to raz, ale nie dwa razy, bo ta osłona z miękkiego plastiku, cienka jak woskowane płótno, nie jest ani estetyczna (ramy dachu ją deformują), ani dobrze zaprojektowana. W związku z tym nie trzyma się na miejscu przy większej prędkości.

W Fiacie Barchetta operacja jest równie prosta. Ale trwa to dłużej, ponieważ koniecznie trzeba wysiąść, aby schować dach pod piękną, sztywną pokrywą pomalowaną na kolor karoserii. Zyskuje na tym estetyka. Siadanie za kierownicą tych dwóch roadsterów to odkrywanie innej przyjemności z jazdy. Rozkosz dla zmysłów. Jeździmy więc na lekkim gazie, zatrzymujemy się, rozglądamy się, ruszamy dalej… Jedziemy bez celu, dla samej przyjemności jazdy.

Więcej porównania w Automobiliście