Działy marketingu producentów samochodów pracują na pełnych obrotach, by wymyślić coś, czego nie miał przedtem nikt inny. Nie damy głowy, że Honda Civic Shuttle stanowiła pierwsze na rynku połączenie vana i kombi, ale jedno jest pewne: próbowała swoich sił jako crossover, zanim to było modne. (12/25)

Pomysł aż nazbyt świeży
Jak się okazuje, próby sprzedawania samochodów, których nikt nie potrzebuje aż do momentu ich rynkowego debiutu, nie są niczym nowym. Czasem jednak pojawiają się modele, które rzeczywiście stają się zaczątkiem nowych segmentów albo przynajmniej pewnych trendów trwalszych niż tylko przelotne mody. Honda Civic Shuttle to najwyraźniej jeden z tych samochodów, być może nawet nieco wyprzedzający swoje czasy – z rynkowej sceny zeszła w 1996 r., a popularność tego rodzaju krzyżówek osiągnęła apogeum dopiero w kolejnych latach. Podobnie było zresztą z modelem HR-V pierwszej generacji, który w swoim czasie wydawał się zbyt „miękki” jak na SUV-a i za wysoko zawieszony jak na kompakt, a mimo to dzisiaj takie mocno rozwodnione terenówki cieszą się wzięciem do tego stopnia, że coraz trudniej kupić cokolwiek innego. Ale o niej, kiedy indziej.






Koktajl genetyczny
Civic Shuttle chciał być czymś więcej niż tylko odmianą kombi podstawowego wariantu, jakim był trzydrzwiowy hatchback. Może także dlatego, że nie oferowano klasycznej wersji pięciodrzwiowej, więc nasza bohaterka – czy właściwie jej poprzedniczka, bo przecież mamy tu do czynienia z przedstawicielką drugiej generacji – siłą rzeczy otrzymała zadanie łączenia w sobie kilku funkcji. Nie jest tak do końca ani hatchbackiem ani kombi, a jednocześnie jest jednym i drugim, w dodatku z domieszką genów vana, a więc rodzaju nadwozia, który od połowy lat 80. dynamicznie się rozwijał. Jeżeli podobną kombinację zastosowano jeszcze kiedykolwiek później, to chyba tylko w postaci Volkswagena Golfa Plus/Sportsvana, choć naszym zdaniem, efekt nie był nawet w połowie tak wdzięczny. Można bowiem Shuttle uznać za wymykającą się klasycznej definicji piękna, ale oryginalności i własnego charakteru trudno jej odmówić.



Samochód rodem z mangi
Zostawiając osobiste gusta z boku, trzeba przyznać, że w gruncie rzeczy Civic Shuttle to dosyć generyczny japoński samochód przełomu lat 80. i 90., w dodatku obdarzony mocno dyskusyjnymi proporcjami. Można jednak powiedzieć, że to cecha rodzinna – sedan wygląda niemal komiksowo ze swoją nisko poprowadzoną, niemal zupełnie płaską linią okien i wysoką, mocno przeszkloną kabiną z prawie pionowymi oknami. W przypadku wersji widocznej na naszych zdjęciach jest to przynajmniej częściowo zatuszowane dzięki poprowadzonemu dalej w kierunku tyłu dachowi i stromo opadającej tylnej klapie, ale i tak Shuttle ma w sobie coś z samochodu narysowanego przez dziecko. To nie jest zarzut – lepsze proporcje mogłyby uczynić pojemną Hondę nijaką i być może tylko najbardziej wytrwali „hondziarze” jeszcze by o niej pamiętali, a dzięki nietuzinkowemu wyglądowi przynajmniej jest „jakaś”.
