Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Jeśli pamiętasz taki samochód, to miałeś fajne dzieciństwo. Ale przejdź się do przychodni, bo możesz być starszy niż myślisz i chyba pora się przebadać. (03/26)
 

Memy stały się nieoczekiwanie źródłem wiedzy o PRL-u. Nie zawsze rzetelnym, ale popularnym i gęstym od wspomnień, również o samochodach. Tych pożądanych i pogardzanych. Wszechobecnych i nieobecnych. Właśnie takich jak Żuk, który był wszędzie i którego ciągle brakowało.

W monotonii ówczesnego ruchu ulicznego Żuk stał się niemal jednostką miary. Jak przeprowadzka, to Star, jak nowy mebel to Żuk. Był sprawą wagi państwowej. Najpierw, gdy w latach 50. decydowano, czy Polska go potrzebuje i ćwierć wieku później, gdy do dyskusji zagrzewała perspektywa „dieslizacji” transportu. Awaryjny i niezniszczalny Żuk był niepozornym samochodem o doniosłej roli.

Załoga dzieciom

14 listopada 1988 roku z linii montażowej Fabryki Samochodów Ciężarowych w Lublinie zjechał półmilionowy Żuk, towarowo-osobowy A07. Zgromadzona na wiecu załoga zdecydowała, żeby podarować go Państwowemu Domowi Dziecka w Woli Gałęzowskiej.

W tym czasie Żuk trącił już myszką. Zachodnioeuropejskie i japońskie samochody tej klasy miały nierzadko samonośne nadwozia i przedni napęd. Mogły zabrać więcej ładunku, a szerokie drzwi z tyłu i z boku w połączeniu z nisko położoną podłogą ułatwiały wkładanie i wyjmowanie wszystkiego, co było do przewiezienia.

W Polsce też projektowaliśmy takie „delicje”. Już pod koniec lat 60. z inicjatywy Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego została opracowana seria przednionapędowych dostawczaków tzw. „rodziny 40”. W ich konstruowaniu brali udział m.in. fachowcy z lubelskiej FSC. Lecz nie trafiły do produkcji „głównie z przyczyn ekonomicznych”, jak podaje Andrzej Zieliński w książce „Polskie konstrukcje motoryzacyjne 1966-1970”. W tej sytuacji o topornym Żuku marzyło wielu Polaków, zwłaszcza na wsi. Lepszych samochodów w zasięgu nie było i wiele mu wybaczano. Zresztą pod pewnymi względami wcale nie był zły.

Udźwignie?

Opracowana pod koniec lat 50. konstrukcja wykorzystywała zespoły Warszawy, przede wszystkim układ napędowy z dolnozaworowym silnikiem M20, a także elementy układu hamulcowego i kierowniczego. Przejęte z „Garbuski” przednie, niezależne zawieszenie na podwójnych wahaczach poprzecznych zostało wyposażone na potrzeby Żuka we wzmocnione sprężyny. Z tyłu pozostały wzdłużne resory półeliptyczne, także wzmocnione. Ten sam był most napędowy, choć w Żuku umocowano go pod, a nie nad resorem jak w Warszawie. Dzięki temu Żuk „stał wyżej” i był nawet lepszy na wertepy niż Warszawa. Ponadto w przeciwieństwie do niej miał ramę nośną.

więcej w Automobiliście