„Kiedyś tośmy produkowali. A teraz co? Nic!” Czasy minione, choć często obiektywnie gorsze, jawią się zwykle jako idylla. Tęskniąc, chcemy powrotu nie tyle do zamierzchłych dekad, co do młodości, gdy wszystko było jasne i piękne. Jak w Jaguarze XJ6. (03/26)

Francuzi, Niemcy, może Włosi, ale nikt więcej. Nie ma żadnej europejskiej nacji poza wymienionymi, która byłaby w stanie pochwalić się bogatszą tradycją motoryzacyjną. To o tyle ciekawe, że ta dziedzina gospodarki rozwijała się na Wyspach nieśpiesznie. Miało to odbicie nie tylko w ofercie tamtejszego rynku, ale także w prawie. Do jesieni 1896 r. obowiązywał przepis zakazujący jeżdżenia automobilami z prędkością większą niż 6,5 km/h. Co więcej, przed potrafiącym się samodzielnie poruszać pojazdem musiał iść człowiek z czerwoną ostrzegawczą chorągiewką. Brzmi kuriozalnie, ale mówimy o zobowiązaniu pamiętającym czasy parowych bryczek z połowy XIX wieku. Dopiero od końcówki roku 1896 angielskimi szosami można było gnać z szybkością 20 km/h. Pamiątką tego wydarzenia jest organizowany do dziś wyścig z Londynu do Brighton. A potem już poszło.






Evergreen
Jaguara serii XJ zaprezentowano sporo później, bo w roku 1968. Był to ostatni model marki, przy projektowaniu którego udzielał się jej założyciel – sir William Lyons. Trzeba przyznać, że projektując Jaguara XJ, Lyons miał wyczucie najlepsze z możliwych. Stworzył samochód o wyglądzie na tyle klasycznym, że niemal każda kolejna generacja wciąż przypominała pierwowzór. Stylistyczną rewolucją była dopiero ostatnia, ósma odsłona produkowana w latach 2009-2019.
Mechanicznie samochód był kontynuacją poprzednika, jednak od strony wizualnej wymyślono go od nowa. Na chwilę przed zniknięciem XJ z rynku producent zakomunikował, że w najbliższych latach pojawi się wersja elektryczna. Dziś wiemy, że elektrycznego rozdziału w dziejach Jaguara XJ nie było i raczej nie będzie. Jaguar ostatecznie ogłosił, że model ten nawet w wersji na prąd nie wpisuje się w najnowszą wizję marki.
Nie to nie. Wróćmy zatem do czasów, gdy Jaguar XJ nie był ciężarem, lecz powiewem nowości, bo właśnie tak trzeba określić jego debiut u schyłku lat 60.
więcej w Automobiliście
