Każdy, kto traktuje samochody jak coś więcej niż tylko narzędzia do przemieszczania się z punktu A do punktu B, wie, że mają one własny charakter, preferencje, a nawet humory i kaprysy. Nic więc dziwnego, że dotyczy to także eleganckiego, ponad trzydziestoletniego coupé z silnikiem V6. (04/26)

Szanuj, a będziesz szanowany
Wyjaśnijmy to sobie od razu: kaprysy dostojnej „japonki” nie oznaczają, że odpala tylko wtedy, kiedy sama ma na to ochotę, a każda przejażdżka jest grą w koło fortuny, w której na każdym polu czeka inna awaria, od irytujących drobiazgów po unieruchomienie w szczerym polu. W przypadku tego samochodu lista kontaktów w telefonie właściciela nie obejmuje głównie agentów ubezpieczeniowych specjalizujących się w assistance, ani firm świadczących usługi w zakresie pomocy drogowej i lawetowania zepsutych pojazdów. Nie, po prostu do Hondy Legend Coupé trzeba podejść z należnym jej szacunkiem, żeby nie powiedzieć: z odpowiednią czcią. Potraktowana właściwie, odwdzięczy się wrażeniami z jazdy na najwyższym poziomie. Naszykujcie brandy i cygaro – ruszamy w podróż.






Geneza legendy Legend
Nasza dzisiejsza bohaterka to przedstawicielka drugiej generacji modelu Legend, o fabrycznym oznaczeniu KA7 (sedan) lub KA8 (coupé). Aby jednak należycie przystąpić do opowiedzenia jej historii, cofnijmy się w czasie nieco dalej (dokładnie o dekadę) i zacznijmy od jej poprzedniczki, KA1-6. Widząc lukę na szczycie swojej oferty, w segmencie z powodzeniem zagospodarowywanym przez konkurentów modelami takimi jak Toyota Crown, Mazda Luce czy Nissan Cedric/Gloria, Honda postanowiła rozszerzyć gamę w górę, o model o rozmiar większy niż popularny Accord. Doraźne próby uszlachetnienia tego ostatniego poprzez przygotowanie bardziej ekskluzywnej wersji o nazwie Honda Vigor okazały się rozwiązaniem na przeczekanie, dlatego duża limuzyna „z prawdziwego zdarzenia” wydawała się nieodzowna. Ponieważ Japończycy nie mieli doświadczenia w konstruowaniu tego typu samochodów, pojawiła się koncepcja znalezienia partnera technologicznego, dysponującego odpowiednią wiedzą. Wybór – jak się w dłuższej perspektywie okazało, nie najszczęśliwszy – padł na brytyjską grupę British Leyland/Rover.



Małżeństwo z rozsądku
Owocem tej współpracy była właśnie pierwsza Honda Legend oraz jej bliźniak – Rover 800, sprzedawany przez pewien czas w Stanach Zjednoczonych jako Sterling. Egzemplarze pod japońską marką miały być wytwarzane w Europie, w brytyjskiej fabryce Rovera, jednak większość z nich nie przeszła surowego procesu kontroli jakości Hondy i skończyła w roli wewnątrzzakładowego środka transportu. W sumie, w latach 1986-88 z taśm montażowych w Cowley zjechało tylko 4409 egzemplarzy modelu Legend, po czym zdecydowano, że pomimo barier celnych lepszym rozwiązaniem będzie import z Japonii. I słusznie, wszak raz stracone zaufanie klientów bardzo trudno jest odbudować.
