Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Subaru XT

Subaru nie można odmówić, że produkowało dobre samochody. Ich problem polegał jednak na tym, że miały w sobie jednocześnie tyle polotu co zupa pomidorowa z ryżem. Do lat 90. kojarzyły się raczej z oraniem pola niż brylowaniem na bankietach. W końcu jednak nadszedł moment, kiedy japońscy inżynierowie postanowili tweedową marynarkę zastąpić kolorowym ortalionem. (06/26)
 

Można powiedzieć, że ta historia będzie kolejnym odcinkiem serialu zapoczątkowanego przez Subaru 360. Jego realia osadzone są w Stanach Zjednoczonych, gdzie kilka dekad wcześniej Subaru planowało zaistnieć modelem 360. Wyszło, mówiąc delikatnie, niezbyt dobrze. W drugim odcinku serialu fabuła wykonała jednak zwrot i za sprawą modelu FF-1 Star marka spod znaku Plejad na nowo przetarła szlaki na amerykańskim rynku – tym razem już skutecznie.

Na początku lat 80. Subaru było już na dobre zakorzenione w USA, czegoś jednak brakowało. Toyota miała w ofercie brawurowy model Celica, Honda elegancki model Prelude, Mazda ekscytujący RX-7, Nissan zaś całą markę Datsun. A Subaru? Subaru, oprócz użytkowego Brata, sprzedawało wyłącznie nudnego sedana Leone.

Narodziny gwiazdy

Z powodu tego, że konkurencja robi takie fajne rzeczy, amerykański oddział marki, Subaru of America, zaczął naciskać centralę w Tokio na większe zaangażowanie. Chociaż firma była już znana z udomowionej konstrukcji napędu na wszystkie koła, to sprawdzonej technologii brakowało atrakcyjnego opakowania. Czas zatem na trzeci odcinek serialu, czyli chęć i próba zmiany wizerunku z producenta solidnych i praktycznych, ale zupełnie nudnych samochodów.

Pierwsze prace nad kreśleniem nowego Subaru zaczęły się na przełomie 1981 i 1982 roku. Założeniem było stworzenie samochodu, który będzie wbijał w siedzenie nie tylko przyspieszeniem, ale również swoim wyglądem i zaawansowaniem technicznym. Nowy model miał nie tyle dorównać konkurencji, co ją zdeklasować. Projekt miał też pokazać światu: „Hej, patrzcie! My też tak umiemy!”. Lata 80. wydawały się wręcz idealne na pójście w takim kierunku, ponieważ była to jedna z bardziej kolorowych epok, jeżeli chodzi o technologię i jej wykorzystanie. Ludzi to pociągało, należało więc dać im coś do zabawy, ale takiego prawdziwego, a nie w postaci pikseli na ekranie konsoli.

Powstanie tak zaawansowanego projektu jest zawsze skutkiem pracy całego sztabu ludzi, jednak zawsze ktoś musi być liderem całego przedsięwzięcia i panować nad twórczym chaosem. W przypadku procesu tworzenia nowego Subaru takim przodownikiem pracy był Tetsuya Hayashi, który miał we wszystkim decydujący głos.

Wypadkową wszystkich pomysłów, założeń i oczekiwań było Subaru XT, zaprezentowane w lutym 1985 roku w kraju, który zainspirował firmę do stworzenia takiego samochodu – Stanach Zjednoczonych. To też pokazuje, jak bardzo projekt wycelowany był właśnie w ten rynek, ponieważ w macierzystej Japonii model XT premierę miał dopiero latem tego samego roku. Po drodze, niedługo po USA, nowy samochód pokazano publiczności również w Europie.

Nie ważne, jak bardzo romantyczną duszę ma człowiek, zawsze w pierwszym odruchu zwraca uwagę na wygląd. I już samo wzornictwo Subaru XT ściągało wzrok. Rzecz, od której trzeba zacząć, to rewelacyjnie niski współczynnik oporu powietrza, wynoszący zaledwie 0,29. Udało się to osiągnąć dzięki nisko osadzonej sylwetce klina, ale na końcowy rezultat składa się mnóstwo czynników, przemyślanych specjalnie w kontekście aerodynamiki. Swoje zrobiła też konstrukcja silnika, zwyczajowo dla Subaru mająca postać płaskiego boksera. Pozwoliło to, oprócz technicznego obniżenia środka ciężkości, poprowadzić linię maski znacznie niżej. W połączeniu z otwieranymi reflektorami przyniosło to doskonałe rezultaty, ponieważ wóz rozcinał powietrze niczym wystrzelony pocisk.