Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Ford Escort Mk IV

Pospolity samochód ma trudniej jako kandydat na przyszłego klasyka – przez lata traktowany jest czysto utylitarnie, a gdy przestaje wywiązywać się z przypisanej sobie roli, zamiast do ciepłego garażu trafia na złom i do pieca hutniczego. A szkoda, bo takie auta mają do opowiedzenia wiele ciekawych historii. Dziś przedstawiamy jedną z nich. (08/26)
 

Król zwyczajnego życia

Łatwo jest sypać z rękawa opowieściami o znanych ludziach, bulwarach z pocztówek i znamienitych markach, gdy przychodzi się na motoryzacyjny świat jako Ferrari, Bugatti czy Aston Martin. Czym jednak ma zabłysnąć w towarzystwie masowy pojazd, całe swoje techniczne życie trzymany pod chmurką, na osiedlowym parkingu zamiast w klimatyzowanym garażu, który po zakończeniu swojej – nierzadko niewdzięcznej – służby bez żalu i sentymentów trafia do zgniatarki i kończy przetopiony na sztućce? Dlatego tym razem zapraszamy na historię o czasach bardziej niż o samym pojeździe. Zwłaszcza że w latach, kiedy powstał nasz bohater, nawet on mógł uważać się – przynajmniej na naszym skrawku mapy – za króla życia, któremu los rzucił pod koła kilka pereł. Może i sztucznych, ale zawsze.

Meandry genealogii

Zacznijmy mimo wszystko od zmierzenia się z drzewem genealogicznym Forda Escorta jako takiego. Wychodzi tu bowiem na jaw co najmniej niesztampowe podejście producenta, przynajmniej w kwestii następstwa pokoleń. Niesztampowe o tyle, że mocno uznaniowe. Kiedy bowiem w 1975 r. debiutował mocno zmodernizowany Escort, Ford obwieścił światu, że oto mamy do czynienia z jego drugą generacją. A przecież bazował on na dokładnie tej samej tylnonapędowej architekturze, co jego protoplasta. Owszem, stał się dojrzalszy i masywniejszy, ale wygląd – zwłaszcza tylnej części nadwozia odmiany kombi – dość wyraźnie sugerował, że mamy do czynienia z gruntownym odświeżeniem istniejącego modelu niż pełnoprawnym następcą. Gdyby zresztą Ford przewidział, że w 1974 r. na rynku pojawi się rewolucyjny w tej klasie Volkswagen Golf, może przyłożyłby się bardziej.

Trzeci, czyli czwarty

Co nie udało się pięć lat wcześniej, to nadrobiono w roku 1980 – na rynek wjeżdża prawdziwie nowoczesny i konkurencyjny Escort III, z umieszczonym poprzecznie silnikiem i napędem na przednie koła, zwiastując nadejście nowych czasów dla marki spod znaku błękitnego owalu. Stylistyka jest świeża, gotowa ponieść Forda w przyszłość, technika pod nadwoziem nie przypomina już eksponatu muzealnego, słowem: wszystko jest tak, jak w samochodzie na miarę lat 80. być powinno.

Produkcja tego wcielenia trwała do roku 1986, gdy przyszedł moment na zmiany i to tutaj sprawy się komplikują. Ford przeprowadził facelifting, dając początek autu nazywanemu potocznie (zwłaszcza przez entuzjastów marki) Escortem Mk IV. Każde kolejne wcielenie tego modelu (i nie tylko tego zresztą) uchodzi na tej samej zasadzie za kolejną generację, nawet jeżeli ewidentnie stanowiło tylko śródcyklowe „pudrowanie nosa”.

Dodatkową komplikacją jest brak pełnej zgody co do ostatecznego wcielenia Escorta – jedni mówią o samochodach produkowanych w latach 90. Mk V, VI i VII, inni łączą Mk V i VI w jedno. To trzeba rozrysować, bo można się pogubić. A Ty, Drogi Czytelniku, w której drużynie jesteś?