O Saabach napisaliśmy dotąd kilkanaście artykułów. Pojawił się nietuzinkowy Sonett, a nawet jedyny zbudowany Saab EX, ale nigdy nie było Saaba 900. Ten brak trzeba po prostu nadrobić, a skoro jest lato, to przyjrzyjmy się dziewięćsetce w wersji kabrio.(08/26)

Z uwagi na profil z długą maską nazywany jest krokodylem. Gadzia sylwetka sięga jednak do czasów poprzednika – Saaba 99 różniącego się, z grubsza biorąc, głównie długością. Z technicznego i konstrukcyjnego punktu widzenia obydwa samochody były zbieżne.
Wystarczy odciąć dach?
Wygląd Saaba 900 kabrio to zasługa urodzonego w 1942 r. Björna Envalla. Envall był uczniem Sixtena Sasona, projektanta nie tylko kilku pokoleń Saabów (m.in. modeli 93, 95, 96, 99), lecz również produktów Electroluxa i kilku motocykli Husqvarny. Trudno tworzyć samochody o brzydkich sylwetkach, mając takiego nauczyciela. Envall nie zawiódł pokładanych w nim nadziei.
W teorii przygotowanie kabrioletu na bazie istniejącego już nadwozia zamkniętego nie wygląda na zabieg przesadnie skomplikowany. W praktyce idąc tym tokiem, nie można się bardziej pomylić. Pozbawione dachu nadwozie trzeba nie tylko na nowo usztywnić, ale też pamiętać o aerodynamice, która zwykle ulega zaburzeniu. Saaba 900 kabrio wzmocniono w 14 miejscach. Przednią szybę Envall pochylił do 45 stopni, a linię składanego dachu poprowadził tak, by nie zaburzyć sylwetki auta. Aby pojazd nadrobił utracone właściwości aerodynamiczne, z tyłu zastosowano zachodzący mocno na boki spoiler, w którym umieszczono trzecie światło stop. Łącznie wersja zamknięta od otwartej różni się ok. 300 częściami. To niedużo, zwłaszcza gdy weźmiemy po uwagę, że rozbieżności potrafią w takich przypadkach sięgać tysięcy elementów.






Na szczęście powodzenie
Prototyp bezdachowego Saaba 900 zadebiutował w 1983 r. na targach we Frankfurcie i wywołał entuzjastyczne reakcje. W 1986 wóz dostał zielone światło: wyprodukowano serię 400 sztuk z przeznaczeniem na rynek Stanów Zjednoczonych. Efekt? Towaru zabrakło. Niewykluczone, że Szwedzi odetchnęli z ulga. Dotąd nie było pewności co do powodzenia odkrytego Saaba. Skoro jednak obawy okazały się nieuzasadnione, można było ruszyć z przygotowaniami do produkcji seryjnej. Tę ulokowano w zakładach fińskiej firmy Valmet Automotive.
Saab z Finlandii
Produkcja Saaba 900 kabrio poza Szwecją nie dla wszystkich musi być faktem oczywistym. Finlandia kojarzy się z Muminkami, Nokią i czekoladą Fazer, konotacje motoryzacyjne przychodzą na myśl znacznie rzadziej. Tymczasem to właśnie w fińskim mieście Uusikaupunki powstało do dziś prawie 2 miliony samochodów różnego rodzaju – od kabrioletów i opancerzonych osobówek poprzez auta elektryczne, aż po autobusy i autokary. Założony w 1968 r. Valmet produkował samochody m.in. dla Mercedesa, Opla, Saaba i Porsche. Co w świetle tego artykułu najistotniejsze – pierwszym samochodem, który opuścił fabrykę w Uusikaupunki był niebieski Saab 96. Było to 13 listopada 1969 r. i to ten moment rozpoczął historię firmy, która z powodzeniem trwa do dziś. W ostatnich latach firma Valmet Automotive (dawniej znany jako Saab-Valmet) znacznie rozszerzyła swoją działalność, ale sercem firmy pozostaje zakład w Uusikaupunki. Nieopodal, w Salo, jesienią 2019 otworzono filię wytwarzającą akumulatory. W jubileuszowym roku 2018 w swych lokalizacjach w Finlandii, Niemczech, Polsce i Hiszpanii firma zatrudniała ok. 6000 osób.






Ostatni
Zielony egzemplarz widoczny na zdjęciach to przedstawiciel absolutnie ostatniej serii Saaba 900 pierwszej generacji. Na tabliczce znamionowej widnieje rok 1994, ale w dokumentach jakiś czas temu wóz został odmłodzony.
– Gdy rejestrowałem go z białych tablic na żółte, to diagnosta wpisał 1993 i tak samo opisał go rzeczoznawca – mówi Adam, właściciel. Rok wybity na tabliczce zadaje kłam dużej części źródeł, według których produkcja Saaba 900 pierwszej generacji stanęła w roku 1993.
rękach obecnego właściciela zielony Saab jest od roku 2018. Wiadomo, że pochodzi z rynku amerykańskiego, a konkretnie z Nowego Jorku, gdzie miał dwóch właścicieli. W 2010 r. upatrzył go kolega Adama i sprowadził do Polski. Samochód był w dobrym stanie, nie potrzebował napraw blacharskich, choć o ingerencję wołał wypłowiały lakier i przetarty dach. Kilka lat temu fabryczną tapicerkę zastąpiła nowa, ale o odpowiednio dobranym kolorze.


