Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Adler – metamorfozy

Pierwsze 20 lat powojennej Polski były okresem bardzo trudnym, gdy oferta naszego przemysłu motoryzacyjnego była skromna, ale i możliwości finansowe większości społeczeństwa pozostawały ograniczone. W tych realiach powstawały liczne projekty tzw. SAM-ów, a wiele pojazdów poddawano różnego rodzaju reanimacjom. (06/26)

Adler po raz pierwszy

Przed wojną w naszej rodzinie był samochód – od 1937 roku Adler Junior. Miałem wtedy 14 lat i bardzo chciałem nim jeździć. Tata był jednak nieugięty i nie dawał się przekonać. Pozostawało mi tylko obserwować ruchy konieczne do jego uruchomienia.

Rok później podjąłem decyzję: uruchomię samochód, wyjadę nim przed garaż i zaraz wrócę. Wiedziałem, gdzie są kluczyki. Tata był w pracy, mama wyszła po zakupy. Poszedłem do garażu…

Adler zapalił natychmiast. Tata zawsze wstawiał samochód tyłem, żeby w razie potrzeby łatwo było wyjechać. Dzięki temu i mnie było łatwiej ruszyć. Sprzęgło, pierwszy bieg – samochód wystrzelił z garażu jak z procy. Przeraziłem się. Przecież muszę teraz wjechać z powrotem, i to powoli – z tyłu jest ściana. Bałem się, że spotkanie z nią nie skończy się dobrze. Ale co miałem zrobić? Spróbowałem.

Znowu wskoczył. Czułem jak tylne koła podskoczyły przy wjeździe. Sprzęgło i hamulec. Tył samochodu w garażu, a przednie koła na dworze. Wysiadam z samochodu i próbuję go wtoczyć do garażu. Niestety, podłoga garażu jest nieco wyżej i samemu nie mogę dać rady. Na to zjawia się Mama. „Coś ty zrobił, gdzie jeździłeś?” – pyta przerażona. „Ja tylko wyjeżdżałem z garażu” –odpowiadam. Mama bez słowa pomogła mi wtoczyć samochód. Ale stał teraz nieco krzywo. Zostawiliśmy go tak.

Adler po raz drugi

W pierwszych powojennych latach posiadanie samochodu w Polsce było bardzo trudne. Sytuacja zaczęła się zmieniać chyba dopiero koło roku 1948. Wówczas na Politechnice Łódzkiej Koło Mechaników zorganizowało kursy na prawo jazdy. Mieli do dyspozycji jedynie Opla „Adama”. Oczywiście zapisałem się na taki kurs. Moje przedwojenne próby z naszym Adlerem okazały się bardzo skuteczne – egzamin zdałem bez problemu.

Ponieważ miałem bardzo ograniczone środki finansowe, mogłem pozwolić sobie tylko na jakiś bardzo tani samochód wymagający kompletnego remontu. Zaważyło ciepłe uczucie do naszego przedwojennego auta – kiedy zaoferowano mi Adlera (prawdopodobne starszego od naszego przedwojennego), nie miałem wątpliwości, że chcę to auto. Był to model sportowy, zasadniczo 2-osobowy, z klapą w bagażniku, która po otwarciu robiła miejsce dla trzeciej osoby. Wóz był w opłakanym stanie, rozkładany daszek brezentowy podarty i nienadający się do użytku. Byłem wówczas kawalerem, z zajętym od kilku lat sercem. Nie mogłem jednak liczyć na nic lepszego – trzeba było powoli zajrzeć w każdy kąt auta i zrobić wszystko, by można nim było jeździć.

W ciągu roku udało mi się uruchomić Adlera. Wprawdzie silnik był w stanie nadającym się do remontu, jednak na razie wóz jeździł. Zarejestrowałem go. W ramach remontu licznik kilometrów ustawiłem na zero. Po przejechaniu 2000 km doszło do przebicia uszczelki pod głowicą, między sąsiednimi cylindrami. Nic dziwnego, uszczelka była stara, a ja wcześniej zdejmowałem głowicę, aby uszczelnić zawory. Nową uszczelkę dorobili mi na podstawie starej (za pośrednictwem sklepu motoryzacyjnego na ul. Kościuszki, pomiędzy ulicami Andrzeja i 6-go Sierpnia w Łodzi).

O skomplikowanych losach Adlera=SAM-a – więcej w Automobiliście