Metody kryminalistyczne pomagają sprawdzić właściwości materiału i tożsamość bez konieczności wykonywania zabiegów chirurgicznych. Takie badanie zawsze się opłaca – niezależnie od tego, czy chodzi o kosztowną biżuterię wartą miliony, czy o klasyczne produkty codziennego użytku. (12/2025)

Dwa samochody, które stoją obok siebie w garażu w Rüsselsheim, nie mogłyby być bardziej odmienne. Pierwsze – Bugatti T59 z 1934 roku całkowicie odrestaurowane, przejechało nawet po elegancko przystrzyżonym trawniku Konkursu Elegancji w Pebble Beach na swoich filigranowych szprychowych kołach. Obok niego VW Garbus, najwyraźniej model Oval produkowany w latach 1953-57, z charakterystyczną owalną tylną szybą, bez środkowej przegrody, jak w poprzednim modelu Brezel. Volkswagen jest niedokończonym projektem renowacyjnym, który właścicielka chciałaby teraz sfinalizować. Pytanie tylko, w jaki sposób, ponieważ numer podwozia stanowi zagadkę.

Bugatti
Wielkie znaki zapytania od lat, jeśli nie od dziesięcioleci, towarzyszą naszemu Bugatti – wyścigowemu modelowi Grand Prix, który Alexander Hobig kupił prawie dwa lata temu od spadkobierców Raya Jonesa – długoletniego właściciela i kolekcjonera z USA. Wątpliwości tym bardziej niepokojące, że w Argentynie nadal można kupić Bugatti jako nowy samochód pod nazwą Pursang.
Krążą pogłoski, że nasz egzemplarz oparty jest na oryginalnym podwoziu Bugatti, które Ray Jones nabył wraz z innymi podwoziami w 1968 roku bezpośrednio w Miluzie, kiedy firma Bugatti została ostatecznie zlikwidowana. Poza tym, ten egzemplarz T59 składa się z oryginalnych części Bugatti zebranych przez lata. Karoseria jest repliką, czego właściciel nie ukrywa. Nadwozie ma detale charakterystyczne dla modelu T59, którym Robert Benoist jeździł w 1934 roku w Montlhéry, a szczególnie wyróżniają się chłodnica oleju nad kokpitem oraz zakryta chłodnica bez charakterystycznej podkowy.
Nigdy jednak nie sprawdzono, czy rama naprawdę pochodzi z lat 30. Dzisiaj to się zmieni. Obecnie istnieją metody kryminalistyczne, które pozwalają analizować skład materiałowy stali bez konieczności wycinania z ramy (lub jakiejkolwiek innej badanej części) kawałka wielkości dłoni. Ta nieco prymitywna praktyka była stosowana w nieodległej przeszłości, między innymi przez dużego niemieckiego producenta samochodów, kiedy nie istniały jeszcze metody minimalnie inwazyjne.

VW Garbus
W zupełnie innej klasie cenowej znajduje się Garbus, który właścicielka kupiła wraz z obszernym zestawem części za czterocyfrową kwotę, wiedząc, że numer podwozia na tabliczce znamionowej i ramie nie należy do modelu Oval, ale do modelu Brezel-Kafer z 1951 roku.
Według niepewnych przekazów samochód pochodzi z terenów NRD. Czy tam zamontowano karoserię modelu Oval na podwoziu modelu Brezel, czy też ktoś później zmodernizował tylną szybę i deskę rozdzielczą? Badanie magnetooptyczne numeru podwozia (FIN/VIM) wykazało, że nie został on ponownie wbity na ramie. Wbicie lub zmiana cyfr spowodowałaby trwałą zmianę w strukturze połączeń metalu, którą magnetooptyka może uwidocznić na głębokości do dwóch milimetrów. Numer VIN odczytuje się przy pomocy magnetooptycznej folii czujnikowej, porównywalnej wizualnie z taśmą kasety VHS – starsi takie pamiętają. Również późniejsze porównanie czcionki z przykładami zapisanymi w komputerze nie wykazało żadnych odstępstw od innych numerów VIN fabryki Volkswagena.
więcej w Automobiliście!
