Lexus LS 400 okazał się olśniewającym sukcesem, ale byłby on krótkotrwały, gdyby Japończycy spoczęli na laurach. Na szczęście gamę modeli stopniowo rozszerzano, a jednym z najbardziej oczywistych dodatków do niej było dostojne coupé, oznaczone jako SC. (02/26)

Dla jasności
Na początek coś sobie ustalmy: samochód nie musi mieć nadwozia typu fastback lub kammback (z małą klapą bagażnika, jak w sedanie, albo z dużą, otwieraną razem z tylną szybą), żeby można go było nazwać coupé. Miano to odnosi się bowiem nie tylko do kształtu nadwozia, ale także do przeznaczenia danego modelu – dwudrzwiowy samochód biznesowy lub „na niedzielę”, w którym sportowy charakter lub funkcja reprezentacyjna górują nad kwestiami natury praktycznej, jak najbardziej można tak określić, nawet jeżeli z formalnego punktu widzenia jest to trzybryłowy sedan. Zwłaszcza wtedy, kiedy w gamie danego producenta brak odpowiednika z dwiema parami drzwi. No dobrze, skoro formalności stało się zadość, możemy przejść do zasadniczej części naszej opowieści.






Wrażenie gwarantowane
To powiedziawszy, sprecyzujmy też, do jakiej kategorii należy Lexus SC, choć w gruncie rzeczy widać to na pierwszy rzut oka. Otóż, jest to zdecydowanie bardziej grand tourer niż zwinny połykacz zakrętów, ewentualnie pojazd dla biznesmenów, którzy do pracy wolą jeździć osobiście niż być wożeni. W dni wolne od biurowych obowiązków japońskie auto nadaje się zaś znakomicie na dłuższą podróż, zapewniając komfortowe warunki przez całą drogę oraz zadanie szyku na odpowiednim poziomie przed dobrej klasy hotelem w Sopocie czy Zakopanem. A najlepsze, że było to tak samo prawdziwe ponad 30 lat temu, gdy nasz bohater debiutował na rynku, jak dzisiaj. Cóż, pewnych samochodów czas po prostu się nie ima i na zawsze pozostają one zjawiskami wszędzie tam, gdzie się pojawiają.
Szlachetne urodzenie czy mezalians?
Jedno ewentualnie można naszemu bohaterowi zarzucić. Albo raczej macierzystej Toyocie, odpowiedzialnej za jego opracowanie. Mianowicie, trudno mieć do końca pewność, czy SC został skonstruowany jako pełnoprawny Lexus czy też eksportowa odmiana przeznaczonego na rynek lokalny modelu Soarer, z którym dzieli nadwozie i liczne podzespoły. Tym bardziej, że pod względem stylistycznym nasz bohater stanowi wyraźne odstępstwo od wszystkiego, co pod tą samą marką oferowano dotychczas.
Naturalnie wiadomo, że Lexus pojawił się w Japonii jako osobna marka dopiero w 2005, a do tego czasu wszystkie jego modele oferowano jako Toyoty, ale np. Celsior, czyli rodzimy odpowiednik LS 400, nie miał poprzednika o takiej samej nazwie, natomiast pierwszy SC, o oznaczeniu wewnętrznym Z30, odpowiadał technologicznie trzeciej generacji Soarera. Uznajmy, że w początkach marki Toyota szła nieco na skróty, by uzupełnić paletę rodzącego się Lexusa, a zabieg użyty w celu powołania do życia naszej dzisiejszej gwiazdy i tak mniej pachnie inżynierią emblematową niż pierwsze wcielenie modelu ES, po którym dość łatwo było dopatrzeć się pokrewieństwa z pospolitą, oferowaną równolegle w USA Toyotą Camry. SC i Soarer przynajmniej nigdy nie spotkały się na jednym rynku i tak to zostawmy.


