Tam, gdzie w grę wchodzą olbrzymie pieniądze, tam pojawia się pokusa zboczenia z utartej ścieżki, by pomóc szczęściu. Pół biedy, jeśli ten „skok w bok” mieści się w ramach ustalonych przepisów i przyjętego prawa. Im jednak wyższa stawka, tym skrupuły i wyrzuty sumienia mniejsze, nawet jeśli w grę wchodzi ludzkie zdrowie i życie. Wszystko po to, by okazać się lepszym od konkurencji. Ot ludzka natura, której oszukać się nie da. Nic więc dziwnego, że patrząc na historię automobilizmu najwięcej afer, kontrowersji oraz bezczelnych oszustw szczególnie dotyka jedną serie wyścigową. W tym świecie królowa jest tylko jedna i jest nią Formuła 1! (02/26)

Oczywiście to nie tak, że zespół inżynierów pracujących nad konkretnym samochodem, czy nawet rozwiązaniem technicznym przede wszystkim kombinuje, jak zdobyć przewagę dzięki oszustwu. Stopień komplikacji zarówno maszyn, jak i złożoność całego wyścigowego świata sprawiają, że zespoły poświęcają wiele czasu na ocenę przepisów i możliwości ich interpretacji na swój własny sposób. A to, że niezwykle często interpretacje te wykraczają poza granice legalności, to już inna sprawa, a sama ocena takich działań zależna jest od tego, czy oszustwo udało się wykryć, czy też nie. Bo w całym tym cyrku tak naprawdę o to chodzi, by nie dać się złapać. Każde oszustwo jest przecież karane tylko wtedy, gdy ktoś zostanie na nim przyłapany. Dlatego zespoły Formuły 1 od zawsze w bardzo zawoalowany sposób lawirowały, by nawet po odkryciu przez sędziów czy konkurencję rozwiązania dającego nieuczciwą przewagę, odsunąć od siebie podejrzenia celowego działania.


Paliwo w zamrażarce
Najlepszym dowodem kreatywności było upalne Grand Prix Argentyny 1955, podczas którego zespół Ferrari został przyłapany na mrożeniu paliwa w celu podniesienia jego kaloryczności. Wystawiająca wówczas trzy sztuki Ferrari 625 Scuderia, nie miała szans z bezkonkurencyjnymi Mercedesami W196. Podłapano więc pomysł któregoś z silnikowców zespołu, by na tyłach boksów zainstalować zamrażarkę, w której przechowywano paliwo trafiające do samochodów bezpośrednio przed startem, jak również podczas tankowań w czasie wyścigu. Cała operacja została zaaranżowana tak sprytnie, że konkurencja faktycznie myślała, że wielki agregat chłodniczy napędzany zewnętrznym silnikiem to nic innego jak element służący do kateringu dla zespołu. Tym bardziej, że Włosi słynęli ze wspólnego spożywania posiłków w boksach. Gdy jednak konkurencja z Maserati wypatrzyła fortel i zgłosiła to sędziom technicznym, zespół Ferrari, jak gdyby nigdy nic się nie stało, stwierdził z rozbrajającą bezczelnością, że to wina jednego z nieogarniętych mechaników, który zamiast zanieść paliwo do ciężarówki wsadził je do zamrażarki… Na pytanie, dlaczego zatem w boksie, przy pustych bańkach z paliwem leżą grube skórzane rękawice izolujące od temperatury? Odpowiedzią były jedynie głupkowaty uśmiech i wzruszenie ramionami oznaczające we włoskiej mowie ciała „nie wiem”. Tupet w połączeniu z włoską nonszalancją jednak zadziałał, bo komisarze sportowi machnęli na cały incydent ręką.
Więcej w Automobiliście

