Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Rajdowa wolna amerykanka – oszustwa w rajdach

Rajdy samochodowe, mimo że przeżywały niegdyś zainteresowanie na równi z Formułą 1, to w środowisku sportów motorowych zawsze były ubogim krewnym wyścigów. A przecież nakłady wymagane na uprawianie tej formy automobilizmu wcale nie są mniejsze. Mniejszy nie jest również zespół ludzi, dzięki któremu dwójka śmiałków może walczyć ze wskazówką stopera. Natomiast umiejętności, odwaga oraz ryzyko podejmowane przez zawodników często wykraczają poza skalę F1, co często przyznają sami kierowcy, którzy skosztowali obydwu dyscyplin. Można zatem przypuszczać, że przez mniejsze pieniądze i fakt, że środowisko rajdowe to przede wszystkim entuzjaści, a nie biznesmeni, tę formę sportu omijały oszustwa. Nic bardziej mylnego! (03/26)

Powiedzmy sobie wprost – patrząc na historię rajdów samochodowych nie sposób nie odnieść wrażenia, że pod kątem oszustw i naginania regulaminów ten sport to prawdziwa wolna amerykanka. I tak trochę jest. Od samego początku, gdy tylko rajdy oddzieliły się od wyścigów drogowych, towarzyszyła im atmosfera ciągłej zabawy w kotka i myszkę uczestników z organizatorami. Już Witold Rychter opisywał jak u zarania sportu rajdowego w majestacie kontrolera, który podróżował wówczas z każdą rajdową załogą, zamiast karanego punktami uzupełnienia wody w chłodnicy, użył piwa, o którym regulamin nic nie mówił.

Regulamin po rajdzie?

Ale co, jeśli oszukującym staje się organizator, a nie uczestnik? Tak było w 1966 roku podczas Rajdu Monte Carlo. Wtedy sport rajdowy formował się przyjmując powoli kształt znany nam współcześnie, więc i przepisy dość często podlegały modyfikacji. Ogłoszenie jednak nowych zasad, według których rozgrywa się rajd już po jego ukończeniu, jest dość niecodziennym zjawiskiem. Tak zdarzyło się po zwycięstwie i zajęciu dwóch pozostałych stopni na podium przez fabryczny zespół BMC.

W zwycięskich Mini Cooperach zakwestionowano oświetlenie dyskwalifikując cały zespół, ponieważ w dodatkowych reflektorach zastosowano jednowłóknowe żarówki kwarcowo-jodowe zamiast standardowych dwuwłóknowych żarówek szklanych, montowanych seryjnie w głównych reflektorach(!). Na nic zdały się tłumaczenia Richarda Shepherda – szefa zespołu, że w tych światłach nie ma nic nowego, że mowa o reflektorach dodatkowych, że na całym świecie coraz szerzej stosuje się żarówki kwarcowo-jodowe i że na samym Monte Carlo zespół wykorzystywał takie rozwiązanie od dwóch lat i nie miał z nim żadnych problemów. Francuski organizator był nieugięty. Dzięki dyskwalifikacji zespołu BMC w rajdzie zwyciężył francuski Citroën, a organizatorzy triumfowali, że francuski samochód ponownie okazał się najlepszy. I co z tego, że zespół BMC wygrał później całą batalię przed sądem, jeśli nie mógł użyć zwycięstwa w marketingu…

Z małą pomocą organizatorów

Takich rozgrywek przy zielonym stoliku było więcej. Gdy w 1986 roku podczas Rajdu San Remo wykluczono zespół Peugeot Talbot Sport, wszyscy doskonale wiedzieli, że włoski organizator pomaga właśnie zespołowi Lancii w zdobyciu tytułu Mistrza Świata. Zarzutem było zastosowanie w Peugeocie 205 T16 przekonstruowanej podłogi, przez co auto miało mieć lepszą aerodynamikę.

Po śmiertelnym wypadku na Korsyce załogi Toivonen / Cresto kilka miesięcy wcześniej, FIA ogłosiła zakaz jakichkolwiek prac rozwojowych nad samochodami Grupy B. Problem polegał jednak na tym, że podłoga Peugeota w takim kształcie pojawiała się już wcześniej, chociażby właśnie podczas pechowego Rajdu Korsyki. Włoscy delegaci techniczni byli jednak nieugięci wykluczając ze zmagań Peugeota, w obliczu czego na koniec sezonu największą ilością punktów wykazał się zespół Lancii zdobywając tytuł Mistrza Świata Konstruktów.

więcej w Automobiliście