Stan, w jakim trafiła do Polski, sugerował, że najbardziej logicznym ruchem byłoby zezłomowanie tego, co kiedyś było francuską wersją Vespy. Istniała jeszcze jedna droga: mozolna odbudowa, której efektem byłby skuter sprawny i lśniący jak choinkowa bombka. Wiktor wybrał trzecią możliwość: jego Vespa jeździ jak nowa, choć jej wygląd sugeruje wytarganie ze studni nie dalej niż przed kwadransem. (10/25)

Do Polski Vespa trafiła z Francji. Mało jednak brakowało, a ze sprzedaży wyszłyby nici. Sprzedający ją Francuz zgodził się na transakcję, po czym wszystko odwołał i zwymyślał Wiktora od oszustów. Na szczęście po namowach i wyjaśnieniu, że kupującemu znacznie bliżej do pasjonata niż do oszusta, zgodził się sprzedać wyciągnięty z niebytu skuter.
Skuter łączy ludzi
Gdy jednoślad znalazł się w Polsce, znajomi Wiktora pomyśleli, że zwariował. Skuter, a raczej jego karoseria, była w stanie agonalnym i wymagała remontu lub, co bardziej prawdopodobne, akcji ratunkowej.
Po zakupie Wiktor dołączył do facebookowej grupy miłośników modelu. Gdy opublikował zdjęcia Vespy, odezwał się do niego Paco, francuski kolekcjoner, który… był kiedyś właścicielem tego właśnie egzemplarza. Jak wszedł w jego posiadanie? Spadkobiercy pewnego człowieka sprzedawali na południu Francji posiadłość i wszystko, co było w starej stodole. Jednym z od lat leżących tam przedmiotów była właśnie ta Vespa. Zanim Paco zabrał ją do siebie, zrobił zdjęcia, na których widać nie tylko leżący skuter, ale też tablicę rejestracyjną. Udało się ustalić, że numer został wydany w maju 1964 r. właśnie w departamencie Pireneje Atlantyckie. Można wnioskować, że ACMA przez całe lub prawie całe swe życie służyła do kursów „wkoło komina”.






Kontakt z Paco trwa cały czas. Pewnego dnia Wiktor zapytał go, czy wciąż posiada tylne siedzisko z bagażnikiem. Gdy okazało się, że komplet nadal leży na swoim miejscu, Wiktor dopytał o możliwość sprzedaży i proponowaną cenę. – Powiedział, żebym zapłacił za kuriera, a on mi to wszystko wyśle za darmo, bo przecież to od tego skutera. To pokazuje, że ludzie od starych skuterów są jedną bandą świrów i nie ważne, czy mieszkasz w Polsce czy we Francji, czy gdziekolwiek. Myślę, że odnosi się to w ogóle do miłośników zabytkowych pojazdów, ludzi, którzy nimi żyją. Jest w nas poczucie wspólnoty i podejście takie, jakie powinno być wszędzie, czyli każdy każdemu pomoże. Jeśli ktoś na drugim końcu świata potrzebuje jakiejś części, która tobie leży na półce, to nieważne, że ona kosztuje – po prostu ją wysyłasz. Moja historia udowadnia, że naprawdę tak jest.



A jednak jeździ
Na drogę Vespa wyjechała dokładnie rok i tydzień po tym, jak trafiła do Polski. Choć pojazd już jeździł, to dopieszczanie go trwało jeszcze około miesiąca
– Mam normalną pracę i dwójkę dzieci, więc to było zajęcie w międzyczasie, raczej dla przyjemności. Lutowanie instalacji elektrycznej, docinanie wiązki mogłem robić już w domu, niekoniecznie w garażu.
Jak jeździ ACMA Vespa V56? Wiktor mówi: …to nie jest rakieta , ale zaraz dodaje, że rakiety nie zrobił z niej świadomie. Chce, żeby jego skuter był stanie osiągać prędkość przelotową 80 km/h. Brakuje niedużo, ale w mieście i tak radzi sobie bardzo dobrze. Ruszanie spod świateł na tyle żwawo, by nie blokować innych uczestników ruchu, to żaden problem. Doprowadzenie jednośladu do tego, by 80 km/h było niepowodującą zadyszki prędkością przelotową, a nie chwilową, wymaga mechanicznego strojenia i ustawiania, a na to potrzeba czasu, prób i poprawek.


Ratujmy co się da
Doprowadzenie Vespy do stanu, w którym byłaby w stanie osiągać jakąkolwiek prędkość, kosztowało sporo pracy, choć na pierwszy rzut oka na to nie wygląda.
Silnik Wiktor wyremontował sam, co wiązało się z koniecznością znajomości tej jednostki, ale też z kombinowaniem. Postawił sobie cel: ratować, co się da z oryginalnej substancji, a do wymian uciekać się tylko w ostateczności. Nowych części mechanicznych pojawiło się sporo W gronie tym mamy więc wszystkie łożyska, uszczelnienia, nowy jest wał, cylinder, tłok. Amortyzatory są rozbieralne, więc Wiktor je zregenerował. Od nowości te same są listwy podłogowe, ale też okrywające krawędzie gumy. Te ostatnie z racji wieku stwardniały. Żeby dobrze je nałożyć i dopasować, Wiktor chwycił za opalarkę i kawałek po kawałku rozgrzewał leciwą gumę.