Istnieje niewielka grupa samochodów, których zakup otwiera przed właścicielem nowy, zupełnie nieznany dotąd świat, a użytkowanie takiego auta staje się elementem stylu życia podporządkowanego pasji do konkretnego modelu. Jednym z takich aut jest Golf GTI. Niezależnie od generacji, to jeden z tych samochodów, który przestaje być tylko narzędziem do przemieszczania się z punktu A do punktu B, a staje się sposobem na życie. (06/26)

Narodziny fenomenu
Gdy w latach 70. ze sceny schodził popularny Garbus, nic nie zapowiadało, że tuż za rogiem czeka inny Volkswagen, który będzie jednoczył swoich fanów do tego stopnia, że z czasem będzie można mówić niemal o subkulturze. Tym bardziej nikt nie przypuszczał, że będzie to właśnie Golf, postrzegany wówczas jako zwyczajne, wręcz nudne auto. Pojawienie się Golfa GTI całkowicie zmieniło jednak sposób myślenia o samochodzie jako jedynie środku transportu. Trzeba też jasno powiedzieć, że w latach 80. istniało wiele zorganizowanych klubów miłośników marek i konkretnych modeli, a rynek akcesoriów oraz gadżetów był już całkiem rozwinięty. Jednak to, co wydarzyło się po premierze Golfa GTI, można śmiało nazwać eksplozją subkultury skupionej wokół jednego modelu samochodu. Prawdziwym fenomenem pozostaje zaś to, że zjawisko to trwa do dziś, co samo w sobie jest szczególnym osiągnięciem w świecie, w którym samochód nie jest mile widziany.






Tuning jako język wyróżnienia
Wraz z rosnącą popularnością zlotów przypadającą na przełom lat 70. i 80. wzrastało zainteresowanie tuningiem. I nie chodziło o ten mechaniczny – on miał swoich orędowników już wcześniej. Na spotkaniach miłośników GTI coraz częściej zaczęły pojawiać się auta ze zmodyfikowanymi elementami zewnętrznymi. Wiązało się to niewątpliwie z chęcią wyróżnienia się z tłumu. Rynek odpowiedział nadspodziewanie dobrze, serwując już na początku lat 80. pełną paletę opcji i możliwości – od tuningu optycznego poprzez mechaniczny, aż do kompletnej przebudowy w stylu wyścigowych samochodów Grupy 2.
Do tego rozwój technologii odlewania kół ze stopów lekkich sprawił, że rynek akcesoryjnych felg zasypany wręcz został propozycjami nowopowstałych firm. Ich oferta bazowała już nie na koszmarnie drogich obręczach 3-częściowych dedykowanych do sportu, ale nie gorzej wyglądających, ale tańszych produktach jednoczęściowych.

