Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Zastava 110 vs Skoda 105

Jugosłowiańska Zastava 1100 i czechosłowacka Skoda 105 to auta z jednej strony całkowicie od siebie różne, ale z drugiej strony mające pewien wspólny mianownik: obywatela Kowalskiego, który potrzebuje samochodu w grupie tzw. średniej stawki ubezpieczenia. Wczujmy się zatem w jego rolę i zobaczmy, przed jakimi dylematami musiał stanąć ponad 40 lat temu. (07/26)

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia w tło historyczne. Oba prezentowane na fotografiach egzemplarze pochodzą z mniej więcej tego samego okresu: Skoda 105 L z 1982 roku, Zastava 1100p z 1983 roku. Dla obu z nich był to już pewnego rodzaju schyłek w takiej postaci, w jakiej widać je na zdjęciach, ponieważ zarówno Skoda, jak i Zastava niedługo później przeszły istotne modernizacje, tak że ich wygląd znacząco się zmienił.

Moment na zakup samochodu też obywatel Kowalski wybrał sobie nienajlepszy, albowiem był to burzliwy okres kryzysowych lat 80., gdzie problemem były zarówno ceny towarów, jak i sama ich podaż. Nie ominęło to oczywiście również i motoryzacji.

ZARADNY I BOGATY ZAWSZE UBEZPIECZONY

Wspomniane w nagłówku kryterium, czyli średnia stawka ubezpieczenia komunikacyjnego, odnosi się do pojemności silnika poszukiwanego samochodu. W okresie PRL-u istniał podział na kilka klas: poniżej 900 ccm, pomiędzy 901 a 1300 ccm, pomiędzy 1301 a 1500 ccm, a także powyżej 1500 ccm. Klasa 901-1300 była z nich najpopularniejsza, a zaliczały się do niej chociażby wspomniane Skody i Zastavy, ale również Zaporożce, Łady 1200, Wartburgi 353, Dacie 1300, czy Duże Fiaty z mniejszym silnikiem 1300, przy czym produkcji tych ostatnich zaniechano właśnie w 1983 roku, wraz z wygaśnięciem włoskiem licencji. Poniżej progu 900 ccm zostały właściwie tylko Małe Fiaty Syreny i Trabanty.

Polonez był na tym tle samochodem dla naprawdę poważnych ludzi, ponieważ z silnikiem o pojemności powyżej 1500 ccm kwalifikował się do najwyższej klasy ubezpieczenia. Dodajmy również, że różnica w rocznej składce pomiędzy takim Polonezem a przykładowym przedstawicielem średniej stawki wynosiła niemal tyle samo, co sama roczna opłata w ramach tej drugiej.

Ubezpieczenie OC to jednak nie jedyne zmartwienie kierowców, ponieważ w tamtych latach obowiązkowy był również podatek drogowy oraz polisa Auto Casco. Zwłaszcza ten pierwszy element potrafił mocno potargać fryzurę, ponieważ uzależniony był od pojemności silnika samochodu tak, że im większy motor, tym i większy podatek. Podobnie, jak w przypadku ubezpieczenia OC, było kilka stawek granicznych, a progiem przyzwoitości była objętość 2 litrów – powyżej tej pojemności podatek drogowy był już tak wysoki, że należało rozważyć opłacalność posiadania auta w ogóle. Ów podatek wyeliminował z dróg większość przedwojennych samochodów, których silniki nie były wcale małe. Przy niewielkiej wówczas cenie zakupu samego pojazdu, podatek drogowy potrafił przekroczyć połowę jego wartości – mógł wynieść nawet kilka tysięcy złotych rocznie. Opłaty wyliczone dla motorów o pojemności poniżej 1300 ccm były znacznie korzystniejsze, dlatego auta tej klasy miały wzięcie.

LEPSZY WRÓBEL W GARŚCI NIŻ GOŁĄB W POLMOZBYCIE

Można założyć, że pierwszym szczeblem do pokonania była po prostu dostępność danego wozu, a nie jego jakość i walory techniczne. Cóż z tego, że gołąb pięknie grucha sobie na dachu, jeżeli nie mamy drabiny? Jednocześnie ów mały wróbelek wydziobuje sobie okruszki, skacząc w zasięgu naszych rąk. Jak mówi stare ludowe porzekadło: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Jeżeli chodzi o ceny, wartość rynkowa Skody i Zastavy przez długie lata rysowała się podobnie, dlatego można je ze sobą zestawić. Cena oficjalna w Polmozbycie dla obu samochodów oscylowała wokół tej samej kwoty, podobnie jak i cena dewizowa w ramach eksportu wewnętrznego. Nie inaczej wyglądała kwestia ceny giełdowej, dla aut kupowanych z drugiej ręki. Pierwsza połowa lat 80. była bardzo burzliwym okresem na rynku samochodów w Polsce, dlatego ceny zmieniały się dynamicznie, niemniej różnica między Skodą a Zastavą z reguły nie przekraczała 10-15% na korzyść auta z Czechosłowacji. Taki stan rzeczy, przy uwzględnieniu podobnych parametrów obu wozów, czynił z nich pewnego rodzaju konkurentów i wzbudzał wątpliwości w ewentualnym nabywcy.

więcej w Automobiliście